Horror prosto z Filipin


Polski tytuł: "Szkoła grozy"
Oryginalny tytuł: "Eerie"
Rok produkcji: 2018
Jest dostępny na Netflixie.

Hej, terve, 大家好!
Ciężko u mnie z horrorami. Jak po samym seansie raczej nie mam problemów z zaśnięciem czy ogólnie z późniejszym funkcjonowaniem, tak jeśli chodzi o samo oglądanie, to potrafi mnie wystraszyć najmniejsza rzecz i uruchomić wyrzut w tył w momentach, w których coś straszniejszego pojawia się na ekranie. Dlatego też tego typu filmy ze mną ogląda się średnio, bo momentami sama moja reakcja może przestraszyć.
Jeśli mam odpowiedzieć na pytanie: Czy lubię horrory?
Odpowiedziałabym: od czasu do czasu, ale tylko i wyłącznie z drugą osobą, bo nie ma opcji, żebym przeszła przez film grozy sama. Nie ma takiej możliwości.


A o czym to w ogóle? 

W katolickiej szkole dla dziewcząt dochodzi do samobójstwa jednej z uczennic. Ta sytuacja wstrząsa wszystkimi. Pat Consolacion jest pedagogiem szkolnym w tejże placówce i jedną z bardzo dociekliwych osób. Czuje, że zakonnica coś przed nią ukrywa. Chce odkryć prawdę o śmierci dziewczynki. Wierzy w to, że jeśli dowie się wszystkiego, będzie mogła sprawniej pomóc innym uczennicom.

Ja włączyłam ten film z siostrą średnio wiedząc, o czym jest. Jeśli chodzi o fabułę, zdawałam sobie sprawę, że akcja rozgrywa się w szkole katolickiej i w sumie na tym opierała się moja wiedza. Ale są trzy powody, dlaczego miałam takie parcie na "Szkołę grozy", bo prawda jest taka, że ta produkcja chodziła za mną przez dwa tygodnie co najmniej i trochę zeszło zanim mogłam sobie na nią pozwolić.

  1. LoJournal polecała tę produkcję na Instagramie, a w jej rekomendacje mocno wierzę. 
  2. Filipiny. Moje pierwsze pytanie brzmiało: Ile do czynienia miałam z kinem filipińskim? I z przykrością stwierdziłam, że tak naprawdę nie znam żadnego filmu z tego kraju. W dodatku zachęciła mnie ekscytacja na myśl, że posłucham języka filipińskiego, z którym równie rzadko mam okazję się spotkać.
  3. Czuć w powietrzu jesień, a horrory pasują do niej jak ulał! 
Te trzy punkty wystarczyły, aby zaraz na drugi dzień po powrocie do domu odpalić sobie Netflixa, mając w głowie konkretny tytuł.
I muszę napisać, iż pierwsza połowa filmu troszkę mnie zawiodła, wręcz nudziła, do czego za chwilkę się odniosę.

"Szkoła grozy", czyli znowu popadamy w skrajności

Idę do pokoju siostry. Biorę ze sobą krzesło i siadamy obok siebie. Ona wpisuje tytuł filmu i otula się kocykiem. Ja wpatruję się w ekran z głową wypełnioną nadzieją i euforią, że w końcu! W końcu mam czas i odwagę usiąść nad tą pozycją. Mówię siostrze, że dobrze się zaczyna. Już od pierwszych minut towarzyszy mi gęsia skóra.

Mój filmowy kompan komentuje: "Ale zrobili dobry nastrój"i zgadzam się nią. A trzeba przyznać, że jest jedną z osób, która - w przeciwieństwie do mnie - jest w miarę odporna na horrory. 
Fascynuje nas ruch kamery, który niezwykle buduje napięcie. Aż w pewnym momencie każę zatrzymać film, bo moje poczucie strachu przekroczyło swoją granicę. 

I tak przez pierwsze minuty. A potem coś się zaczyna psuć. Napięcie znika, a wręcz zaczynamy się przeraźliwie nudzić. Ciągle wykorzystywane są te same sztuczki, aby wystraszyć widza. Film schodzi z fabuły, a wałkuje chwile, w których szkolna pedagog przechadza się nocami przez szkołę. Co, jak na początku było straszne i ciekawe, tak po jakimś czasie stało się po prostu męczące. Z tego też względu przerwałyśmy oglądanie i wróciłyśmy do tego tytułu dopiero po dniu albo dwóch. 


Mogę napisać jedno: Gdyby pierwsza połowa filmu była równie dobra i interesująca, co druga - to "Szkoła grozy" stałaby się dla mnie ważnym i emocjonalnym (nie mam na myśli tutaj tylko strachu) dziełem kultury.
Trzeba przyznać, że z siostrą ponownie włączyłyśmy tę produkcję z takimi mieszanymi uczuciami, od niechcenia troszkę.
Ale ile było w nas zainteresowania, kiedy okazało się, że filipiński reżyser (Mikhail Red) postawił na konkretniejsze rozwinięcie fabuły, na zmuszenie widza do myślenia. I to w taki sposób, że razem z siostrą siedziałyśmy cicho przez te około 40 minut i w całości oddałyśmy się seansowi. To było 100% skupienia, a za takie chwile dziękuję kinu.

A końcówka filmu wbiła mnie w krzesło. Była piękna, było emocjonalna i przede wszystkim; niespodziewana, ale w ten ładny, niesztuczny sposób. Tym bardziej nie ukrywam, że średnia ocen zszokowała mnie. Wiem, że nie ma się nią, co przejmować, ale 4,7 na imdb i dokładnie tyle samo na filmwebie wydaje mi się lekko niesprawiedliwe. Chociaż z tego, co zauważyłam, horrory tak mają. Są traktowane nie-fair.
Kontrast między ocenami jest wyjątkowo rzucający się w oczy. Można znaleźć pełno opinii poniżej 3 gwiazdek i równie wiele zdań, które zawierają masę zachwalających epitetów. Mimo wszystko, jedno należy przyznać: film jest w stanie wystraszyć nawet najodporniejszych widzów.

Dodam jeszcze

Nie mogłam wyjść z zachwytu, jeśli chodzi o grę aktorską Bei Alonzo, która zagrała  Pat Consolacion, czyli główną bohaterkę (pani na zdjęciach) i warto obejrzeć chociażby dla jej wyczynów przed kamerą.

Najważniejsze pytanie: warto czy lepiej dać sobie spokój? 

Zaryzykuję i napiszę, że opłaca się. Jeśli przebrnie się przez około 30-40 minut i dotrze się do momentu, w którym wszystko nabiera tempa, a sama historia dziewczynki zaczyna się układać w sensowną całość to można zakończyć seans z przyzwoitym zadowoleniem. Ale jak wspomniałam: "Szkoła grozy" to tytuł, który dzieli ludzi. 

Loppu koniec po pięknym, fińskim języku!!

Dziękuję za tę chwilkę spędzoną na Pandzi. Jeśli ktoś ma do polecenia horrory/thrillery/ogólnie dobre kino na jesień, to bardzo chętnie przyjmę kilka tytułów na swój ekran! 
Mam nadzieję, że do usłyszenia za niedługo.
Trzymaj się ciepło 💗

Horror:
恐怖片 (kǒng bù piàn)
Kauhuelokuva 
I taka ciekawostka: w języku fińskim "horro" może oznaczać "drzemkę" lub "hibernację".