Chłopcy, których kocham | Anna Ciarkowska


M O R Z E

Trochę o trzech takich (tomikach poezji)


Słowem wstępu


Dzień dobry, 早安, hyvää huomenta!

Uwielbiam wiersze. Rok temu czytałam je masowo. W związku z tym uzbierałam trochę tomiki poezji. Wszelkiego rodzaju tomiki. Po te popularne aż po te z antykwariatów, których nikt nie chciał kupić. Jednak przygotowania do matury skutecznie odciągnęły mnie od tego typu przyjemności (nie żeby historia sztuki nie była miła).

W każdym razie gdzieś w tym wszystkim wiersze zniknęły z mojego codziennego dnia. Zresztą, nie tylko ich czytanie, ale także pisanie. Ostatnio nieco przez porządki na półkach, a nieco dzięki genialnemu serialowi na Netflixie "Ania, nie Anna", znalazłam kilka starych i nowych tomików.  Zatonęłam w nich. W ogóle muszę zaznaczyć, że moje czytanie wierszy wygląda dość karykaturalnie, bo zawsze je recytuję (a recytator ze mnie żaden) i staram się jak najmocniej wczuć w dany utwór. Rzecz jasna, do takich aktów dochodzi, gdy nikogo nie ma w pobliżu, bo jestem przekonana, że wyglądam podczas moich miniwystępów jak opętana, no ale. Ja się świetnie bawię!
Dlatego też przez minione dni spędziłam kilka dobrych chwil nad wierszami, a jedynym świadkiem był kot - i niech tak pozostanie.

Dobra, ale sprawa jest taka, że to wszystko doprowadziło do powstania tychże minirecenzji. Skupimy się dziś nad znanymi tworami, które są już ze mną dłuższą chwilę i każdy z tych tomików przeczytałam co najmniej trzy razy. Ale! To nie znaczy, że wszystkie mi się podobały. Taka moja dziwaczna przypadłość, iż lubię wracać do poezji. Nawet jeśli mam do niej wiele zastrzeżeń.
Nareszcie: serdecznie zapraszam do tematu głównego postu! 


"Arkusz poetycki" | Billie Sparrow 

Cytat przewodni: Poezja ma mówić za nas o nas Jacek Głażewski

Dwa lata temu strasznie nakręciłam się na tę pozycję. Oglądałam wtedy od czasu do czasu Billie, a kiedy oznajmiła, co wydaje, to od razu wiedziałam, że zamówię "Arkusz poetycki". I tak się stało. Przyszło do mnie jakoś zaraz po premierze i nacieszyłam się tym dość krótki czas, niestety. Tomik jest przepięknie wydany. Sama okładka jest genialna, a rysunki w środku - jeszcze lepsze. Wszystko w stylu Billie. 
Ze strony formalnej słów kilka. Książka ma 223 strony. Jest podzielona na 5 segmentów: pokolenie, tożsamość, uniesienia, w(y)rażenia, marność. To, co mnie przeraża to ilość rysunków czy praktycznie pustych kartek w stosunku do samej treści. A znowu z przykrością muszę stwierdzić, że same wiersze w ogóle mi nie podeszły. Z kilkudziesięciu utworów najwyżej trzy do mnie trafiły. Oto jeden z nich: 
"War saw"

w tafli
zaszklonych oczu miasta
odbiły się gruzowiska

warsaw
dziś błyszczy
mruga i tętni
spójrzcie

widać
było warto
choć wtedy nikt
zapewniać
nie musiał
W powyższym utworze uderzyła mnie ostatnia zwrotka, która sprawiła, że w moich oczach "War saw" wyróżnia się spośród pozostałych tytułów. A jaka była "ta reszta"? Nie było w nich niczego innowacyjnego. Proste wiersze, z prostym przekazem, prostymi słowami.  Są osoby, które preferują taki styl i to jest jak najbardziej w porządku - ale mnie to nuży. Nie wczuwam się w te utwory. Zero emocji. Pomimo wielu kontrowersyjnych, slangowych słów typu "hajs" itp.
Tomik można przeczytać w ciągu 30 minut i to zatrzymując się przy wierszach, aby nad nimi pomyśleć - a tak to przynajmniej wyglądało w moim przypadku. Miło popatrzeć na ładne rysunki, ale jako dodatek, a nie jako najmocniejszą stronę książki.
Dlatego strasznie się zawiodłam na "Arkuszu poetyckim", ale za to naprawdę ładnie prezentuje się na półce.
Gwoli ścisłości, nie ujmuję autorce. Każdy tworzy inaczej. Każdy ma inną wrażliwość. I to jest piękne, że piszemy tak różnorodne rzeczy. A niestety ta estetyka literacka do mnie nie trafia.
A jeszcze tutaj macie wiersz z okładki książki:
***

często się
rozsypuję

zawsze składam
cierpliwie
od nowa

za każdym razem
trochę inaczej


"Jestem Julią" | Halina Poświatowska 

(...) jeśli wieczność jest chwilą pomiędzy moim sercem pustym a moim sercem wezbranym z miłości, nigdy nie będzie czasu, w którym nie kochałabym ciebie. Fragment jednego z utworów. 

Gdyby ktoś zapytał mnie, kim jest osoba romantyczna, kazałabym mu przeczytać "Jestem Julią". Wiersze Haliny Poświatowskiej aż kipią od nadmiaru miłości i kwiatów (wszelkiego rodzaju; dziewanny, hiacynty, co chcecie). Nie ukrywam, że kocham taką poezję, w której mogę znaleźć siebie, chociaż nie ma ze mną nic wspólnego. (Paradoksów nie brakuje w moich emocjach, a co!) Uwielbiam wzruszać się z powodu dalii czy brzozy i robię to mimowolnie. I nazywam to odważnie mistrzostwem świata. 
Ciężko mi wybrać ulubiony wiersz, dlatego padło na ten, którego nauczyłam się na pamięć kilka lat temu. 
***

jestem dla ciebie czuła
jak dla pszczół
cierpki zapach kwiatu
jestem dla ciebie dobra
jak dla zmęczonych skrzydeł ptaka rozchwiana gałąź

złoto
opadam na twe powieki
uśmiechem
odpędzam myśli - kąśliwe osy

to noc
dała mi ciebie
ogromna noc
w której gubiłam rozrzucone po płótnie włosy

jesteś jak księżyc wyraźny
świecisz
na moim chłodnym niebie

modlę się do ciebie
jaka to religia
w której czci się usta
wygiętego boga przedświtów
ach religia

wspaniali bluźniercy
jesteśmy sobie
zamkniętym czworokątnym światem
Teraz można mnie oskarżyć o hipokryzję i wcale się nie zdziwię, jeśli ktoś to zrobi. Przy "Arkuszu poetyckim" napisałam, że nuży mnie monotoniczność wierszy. Problem w tym, że wiersze Pani Haliny też są monotematyczne. Na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, iż tutaj, w "Jestem Julią" aż chce się czytać nawet i jeden wiersz po tysiąc razy i płakać przy nim tak jak za pierwszym razem. Sama polecam do tego tomiku włączyć sobie muzykę filmową (w moim przypadku była to ta z "Wyznań Gejszy"). Wrażenia niezastąpione. A warto sobie zaserwować takie przyjemności. W dodatku siedząc w słońcu, o!
Dodaję jeszcze wiersz z okładki:
***

chcę pisać o tobie
twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
zmarzłą czereśnię
o twoich ustach
składać strofy wygięte
o twoich rzęsach kłamać że ciemne
chcę
wplątać palce w twoje włosy
znaleźć wgłębienie w szyi
gdzie stłumionym szeptem
serce zaprzecza ustom
chcę
twoje imię z gwiazdami zmieszać
z krwią
być w tobie
nie być z tobą
zniknąć
jak kropla deszczu którą wchłonęła noc
Chyba nie ma innego tomiku, do którego wracałabym częściej. Kiedy chcę coś napisać, a nie potrafię zebrać w sobie na tyle motywacji, inspiracji, aby ułożyć satysfakcjonujące zdania, to wracam do Pani Haliny i jej nieziemskich pokładów wrażliwości.
Swoją drogą, paradoksalnie jest najcieńsza (około 80 stron) z omawianych dziś książek, a czytałam ją najdłużej. Można sobie porównać na pierwszym zdjęciu!
Zdecydowanie "Jestem Julią" to jedna z moich najjaśniejszych perełek na półce, więc nie ma się co dziwić, że najchętniej do niej wróciłam.
Polecam również zapoznanie się z biografią poetki, jeśli jeszcze jest to przed Tobą!


"Słońce i jej kwiaty" | Rupi Kaur, tłumacz. Anna Gralak

nie można tak po prostu obudzić się jako motyl 

rozwój to proces 
fragment jednego z utworów

And last but not least Rupi Kaur i jej drugi tomik "Słońce i jej kwiaty". Książka, którą dostałam na 18-naste urodziny. I był to piękny prezent, bo nie dość, że prezentuje się cudownie to jest dwujęzyczna, co było strzałem w dziesiątkę. Można w ten sposób poćwiczyć język obcy i to z jaką przyjemnością! 
W ogóle zacznijmy od chwili dla imienia i nazwiska autorki - Rupi Kaur - prześlicznie brzmi. Od razu mi przywodzi na myśl egzotyczny kwiat i może słusznie, bo podobnie jak u Pani Poświatowskiej, kwiatów nie brakuje w przypadku tej poetki. Za co u mnie poezja hinduski już na wstępie ma ogromnego plusa. Pisanie, pisaniem, ale dodam teraz mój ulubiony wiersz z tego zbioru i przechodzimy do sedna sprawy: 

wzejdź 
powiedział księżyc
i nastał nowy dzień
przedstawienie musi trwać powiedziało słońce
życie na nikogo nie czeka
ciągnie cię za nogi
bez względu na to czy chcesz iść czy nie
to dar
życie zmusi cię byś zapomniała jak bardzo ich pragniesz
skóra będzie ci schodzić aż nie zostanie
ani jeden skrawek którego dotykali
twoje oczy wreszcie będą tylko twoimi oczami
a nie oczami które patrzyły na nich
dotrzesz do końca
tego co jest dopiero początkiem
idź
otwórz drzwi do całej reszty

czas
Zaczęłam słodko, ale tak naprawdę do twórczości Kaur mam ambiwalentny stosunek. Widzę, co chce opowiedzieć i to jest porządne, że ma pomysł na to, w jaki sposób pragnie skomponować ze sobą swoje wiersze. Uważam, że wyszło jej to dobrze. Opowiada o strasznych, osobistych rzeczach i samo to wywołuje wiele uczuć. Współczuję Rupi. Wiem, że trzymam w rękach jej mały pamiętnik, którym chciałaby pomóc ludziom będących w podobnej sytuacji, w jakiej ona była. Ale same utwory autorki nie przemawiają do mnie. Historia jest przerażająca. Stany, w  których znajduje się podmiot liryczny, nierzadko także dają dużo do myślenia. Jednak kompozycja czy warsztat, znowu to napiszę, nie jest w moim guście. Dokładnie tak, jak w przypadku Billie Sparrow. Co nie zmienia faktu, że jestem zainteresowana przyszłymi tworami Rupi. Tym bardziej, że sama zajmuje się także rysunkami do swoich tomików.
Dwujęzyczna wersja liczy sobie około 466 stron.
Podsumowując, te wiersze nie należą do moich ulubionych. Mimo to, rozumiem dlaczego stał się takim fenomenem.
Ostatni wiersz na dziś pochodzi z okładki "Słońca i jej kwiatów":
oto przepis na życie
powiedziała moja matka
trzymając mnie w ramionach gdy płakałam
pomyśl o kwiatach które co roku
sadzisz w ogrodzie
nauczą cię
że ludzie też
muszą zwiędnąć
opaść
zapuścić korzenie
wzejść
by rozkwitnąć 


Koniec

Powyżej podsyłam zdjęcie moich notatek do tego wpisu. Wszystko napisałam piórem, maczając go w atramencie. Bardzo satysfakcjonująca sprawa, polecam! A takie rzeczy zawsze sobie zostawiam, chowam w teczce. Lubię do nich wracać. 
Proszę mi wybaczyć, jeśli te opinie nie są jakieś szalenie wybitne. Akurat z wypowiadaniem się na temat poezji nie mam zbyt wielkiego doświadczenia. Szczerze pisząc, jest ono zerowe, ale fakt, że interesuję się tym od dawna, skłonił mnie do wyskrobania czegoś o wierszach na Pandzi. I bardzo miło mi się to pisało! 
Jeśli ktoś również ma swoich "tomikowych" faworytów, to chętnie się z nimi zapoznam! 

Inne sprawy

Ostatnio obejrzałam ciekawy filmik, gdzie Polka mieszkająca w Finlandii mówi kilka ciekawostek o kraju w którym przebywa. Tutaj podsyłam link: Film
Niektóre z nich są podstawowe, ale pojawiają się też te mniej znane na przykład dowiedziałam się co nieco o fińskim paszporcie! Gdyby ktoś miał ochotę, to odsyłam na kanał Aleksandry.

A jedną z najlepszych wiadomości ostatnich miesięcy jest to, że mamy od niedzieli nowego współlokatora! Poniżej macie jego zdjęcie. Najsłodszy kot na świecie, jednak straszny z niego łobuziak. Szybciutko się do nas przyzwyczaił i przy czytaniu powyższych tomików poezji chętnie mi towarzyszył (co prawda, przez większość czasu spał na moim brzuchu albo obok mnie, ale zawsze coś!).  Na tę chwilę wszyscy się uczymy, jak dobrze pielęgnować kota. Niemniej, bardzo cieszę się z tej Dzidzi.

Niełatwo temu łobuzowi (a imię jego Felek) zrobić zdjęcie!
Na dziś to już wszystko. Trzymajcie się zdrowo, dbajcie o siebie i dzielcie się poezją, 
Panda Fińsko-Chińska 


"Jak dobrze się trzyma w naszym stuleciu: nienawiść"


Wisława Szymborska

Nienawiść 

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.


"Jest mistrzynią kontrastu"

  Może nigdy nie zaczytywałam się szczególnie w poezji pani Szymborskiej, ale od pewnego czasu wiersz "Nienawiść" chodzi mi po głowie, a patrząc na to, co się ostatnio dzieje, to jest to zrozumiałe, dlaczego słowa o nienawiści nie mogą wyjść z moich myśli. 
Zdjęcia zrobiłam podczas niedzielnego, popołudniowego spaceru u babci. Spokojnego, uspokajającego i zapierającego dech w piersiach - spaceru. Gdy widzisz jak piękna i inspirująca jest zima, drzewa, śnieg. Jak niebo fantazjuje kolorami, jakby próbowało Cię rozweselić. A piesek babci merda ogonem, kiedy Cię zauważa i głaszczesz jego niezwykle gęstą, białą sierść. Wydaje Ci się on pasować do błyszczącego śniegu, który Cię otacza. Stoisz między jednym lasem a drugim. Do tego słońce wychodzi zza gałęzi i ciepłem dotyka Twoich policzków, co jest tak pięknie kojące.
Tylko w tym wszystkim ludzie są jacyś dziwni. 

Miłość:
Rakkaus
(ài)