Grafiki do nauki słówek | wietnamski i indonezyjski | zwierzęta, roślinność, natura

Dzisiaj troszkę nietypowo.

Uwielbiam przy nauce języka obsypywać się coraz to nowszymi książkami, podręcznikami i innymi materiałami. Uwielbiam robić notatki (walają się u mnie dosłownie po całym pokoju). Uwielbiam robić fiszki czy to do plecaka czy te na ścianę, biurko, szafę, etc. 
Uwielbiam również tworzyć grafiki (robię je w canvie). Mam ich od groma i bardzo mi pomagają, bo: 
1. Wizualnie cieszą moje oko. 
2. Łatwiej mi się z nich uczy. 
3. Robiąc je, zapamiętuję wiele słówek. 

A dzisiaj chcę udostępnić jedną z nich. Może komuś się przydadzą! 

Słowem wyjaśnienia: Wietnamski nie jest zaskoczeniem, bo studiuję filologię wietnamską, natomiast indonezyjski pojawił się w moim życiu ze względu na prezentację, którą przygotowywałem na studiach (właśnie o Indonezji) i od tego czasu moje zainteresowanie tym krajem wciąż rośnie. (Kolejna miłostka, a co!) 

Wszystkie słówka były przeze mnie wielokrotnie sprawdzane. Wietnamskie słownictwo sprawdził mi Wietnamczyk, za to indonezyjskie przeszło przez niejedną (amatorską, bo moją) weryfikację. Nie powinno być błędów. Uczę się z tej grafiki i zawiśnie ona za niedługo w moim nowym mieszkaniu!
 
Proszę śmiało korzystać, jeśli ktoś jest zainteresowany_a.  Trzymajcie się ciepło i dajcie znać, jakich języków Wy się teraz uczycie! 

Dokument, który warto obejrzeć


Wstęp

Dzień dobry! 
Indonezja. Kolejny kraj do kolekcji "narodów, które chcę zgłębiać." Co prawda, to świeża miłostka, która dopiero zaczęła się we mnie tlić, ale uważam, że Indonezji należy poświęcić wiele postów z jednego prostego powodu: ludzie mało o niej wiedzą i pozwolę sobie tutaj zacytować Łukasza Bonczola, autora książki "Zrozumieć Indonezję. Nowy Ład generała Suharto": Indonezja należy do najważniejszych członków wspólnoty międzynarodowej. Tym bardziej zdumiewa stosunkowo nikłe – a w Polsce niemal żadne – zainteresowanie jej dziejami ze strony historyków.

Indonezja. Po drugiej stronie raju | Anna Jaklewicz



Xin chào! 

Musicie wiedzieć, że mam straszny problem z reportażami podróżniczymi. Szczególnie, gdy mowa jest o krajach Azji Południowo-Wschodniej (bo z takimi najczęściej mam do czynienia). Miałam okazję przeczytać chociażby książkę o Malezji "Zakochanych w świecie" czy o Wietnamie Andrzeja Mellera i nie wspominam ich zbyt dobrze. "Indonezja. Po drugiej stronie raju" Anny Jaklewicz jest moją lekturą na studiach, co nie zmienia faktu, że chwytając po nią, byłam - delikatnie pisząc - sceptycznie nastawiona. Bałam się "egzotyzacji" (polecam zapoznać się z podcastem "Tajfunowych przypisów", konkretniej z trzecim odcinkiem. Podcast dostępny jest na spotify, a myślę, że warto, bo otworzył mi oczy), krzywdzących stereotypów czy rozdziałów wypchanych po brzegi opinią autor_ki, aniżeli rzetelną wiedzą. 

Istnieją dwa możliwe powody, dla których publikuję dzisiejszą recenzję: albo reportaż o Indonezji wyjątkowo wyprowadził mnie z równowagi, albo pozytywnie zaskoczył.