"W moim rozumieniu polityka to przemoc. Rewolucja nie jest herbatką u cioci - to przemoc w najczystszej formie. Uwielbiam dawną politykę, politykę zwykłej dyktatury."
Cześć, moi, 你好!
Chiny mają się bardzo dobrze na Pandzi i pewnie będą się tak mieć jeszcze przez długi czas, bo mam dosyć sporą listę i filmów, i książek związanych z tym krajem. I cieszy mnie to, bo spędzam wakacje "chińsko".
Na "Madame Mao" trafiłam całkowicie przypadkiem. Szukając serii "Talizman z nefrytu" (dziękuję Aniu za polecenie, już siedzą na mojej półce i wyglądają pięknie!), znalazłam konto pewnej Pani, która miała do sprzedania wiele pozycji związanych z Chinami i to za, nie ukrywam, wyjątkowo kuszące ceny, dlatego brałam, ile mogłam, a co!☺
"Pamiętasz ten poemat? Rzecz jest o cesarzu Li z epoki Tang, którego zmuszono, by powiesił swoją kochankę, Jang. Nakłonili go do tego generałowie, grożąc zamachem stanu. Historia rozdzierająca serce! Biedny cesarz. Równie dobrze mogli i jego powiesić."
Kim jest tytułowa bohaterka?
Mao Zedong* - to nazwisko mówi dużo więcej niż Jiang Qing**, a to właśnie o niej jest mowa. O aktorce, o miłośniczce opery, o buntowniczce, komunistce, ale w historii Chin zapisała się przede wszystkim jako czwarta żona tak wielkiego i rewolucyjnego polityka, jakim był Mao.
Zdanie, które często pada w książce "być pawiem wśród kur" stało się dewizą dla głównej bohaterki. Zawsze potrzebowała uwagi, nienawidziła, kiedy się ją ignorowało, kiedy spychano ją na drugi plan, a późniejsza pozycja pozwoliła jej na mszczenie się za lekceważenie pierwszej damy.
Na scenie wypadała genialnie. Zresztą, własnie dzięki przedstawieniom została zauważona przez Zedonga. A ten był jej wielką miłością. Największą. Za co nie znosiła siebie, bo Mao upokarzał ją na każdym kroku. Do końca jego życia musiała udowadniać mu jej użyteczność - dużo dołożyła od siebie do rewolucji kulturalnej. Jako że odgrywanie ról zawsze było dla niej najważniejsze, zajęła się filmami propagandowymi. Specjalnie dla Mao, aby w ten sposób krzyczeć: 'Widzisz! Jestem po twojej stronie. Jestem ci potrzebna!"
Pierwszy raz zbuntowała się, kiedy mama chciała skrępować jej stopy. Wmawiała dziewczynce, że w ten sposób coś osiągnie w życiu, że to te stopy przyniosą dobrego męża. Przez pierwsze trzy tygodnie faktycznie nosiła bandaże, jednak po tym czasie ból spowodowany ściskiem zaczął narastać. Delikatnie pisząc, był nie do wytrzymania i wtedy Jiang zerwała opatrunek, uwalniając ściśniętą część ciała. To oczywiście nie spodobało się matce, jednak przyszła żona Mao szła uparcie przy swoim.
Przez całe życie nie mogła zapomnieć cierpienia, którego doświadczyła przy krępowaniu stóp, a na samą myśl o tym, dostawała gęsiej skórki.
Wiązało się to też z wielkim strachem przed zostaniem konkubiną. Brzydziło ją to. Chciała być pierwszą damą. Kimś znaczącym. Pawiem wśród kur. Ale Mao jej tego nie ułatwiał.
"W przyszłości ludzie będą pamiętali tylko jego dobre uczynki. Na przykład bardzo znaną historię o pogrzebie marszałka Czen Ii w 1975 roku, kiedy to przyjechał w piżamie [Mao], by pokazać, jak się śpieszył. Miało to dowodzić szczerości smutku Mao. Jednak prawda jest taka, że mógł ocalić marszałkowi życie, gdyby nie pozwolił hunwejbinom*** zakatować go na śmierć."
Warto?
Nie napiszę tego z wielkim przekonaniem, ale wydaje mi się, że jednak warto przeczytać. Postać Jiang Qing jest niezwykle interesująca i pokazuje rewolucję kulturalną z drugiej strony. Poza tym, autorka nie skupia się tylko na tym wydarzeniu w książce. Ba, myślę, że to dopiero niecała druga połowa tejże lektury. Właściwie zaczynamy od dziecka. Od relacji z matką, pierwszego męża, drugiego, trzeciego, początków związanych z aktorstwem. To zaś sprawia, że lepiej jest nam zrozumieć okrutne poczynania Jiang w przyszłości.
"Madame Mao" zaczyna się od samego końca życia głównej bohaterki. Kiedy czeka na egzekucję i myśli nad swoją córką Na. Co ciekawe, Jiang Qing jest potępiana, ale sam Mao wręcz przeciwnie. Czytając tę książkę, warto na to zwrócić uwagę i wyłapywać manipulacje Zedonga, odnosząc się konkretnie do wcześniej wymienionej informacji.
No ale dobra! Powiem tak, ciężko było mi się na początku przyzwyczaić do stylu pisania autorki. Wszystko działo się szybko, bo zostało napisane dość zwięźle i to mnie czasem wybijało z rytmu, nawet pod koniec książki. Poza tym dialogi nie są wyróżnione, tylko stanowią ciąg razem z opisem. Co też z początku mnie odrzuciło. Da się do tego przywyknąć, ale jak napisałam, potrzeba trochę stron.
Mimo wszystko, dostałam zarys dwóch najważniejszych osobowości. Wyniosłam dużo informacji, a chyba to się najbardziej liczy. Odrobinę żałuję, że wątek Wielkiego Skoku ogłoszonego przez Mao został potraktowany po macoszemu, ale jestem w stanie przymknąć na to oko, bo przedstawienie rewolucji kulturalnej nadrabia to.
Sama postać Jiang, chociaż zrobiła wiele strasznych rzeczy, wzbudzała we mnie raczej żal. Żal, że była uwięziona w wielkich, nie do ruszenia ramionach Zedonga. A i jej miłosne przygody ściskają serce. Ogólnie rzecz biorąc, jej relacje z ludźmi opierały się na wzajemnych korzyściach, na manipulowaniu, wiecznym pokazywaniu, kto jest wyżej. Tragiczna postać, tak myślę. Późniejsza pozycja pierwszej damy wcale niczego nie ułatwiła ani nie upiększyła.
"Wiejscy artyści malują na murach portrety Mao. Mój ukochany w dalszym ciągu przypomina dawnego mędrca, teraz nawet jeszcze bardziej. Jego portrety są udane, ponieważ artyści przywykli do malowania twarzy Buddy. Nie potrafią malować Przewodniczącego w taki sposób, żeby nie wyglądał jak Budda. Może właśnie jego widzą w Mao. A jestem pewna, że Mao udaje Buddę."
Lektura liczy sobie około 400 stron, ale brnie się przez to bardzo szybko z powodu czcionki i stylu pisania autorki. Książka została wydana w 2001 roku w Polsce, więc nie należy do najmłodszych, ale z łatwością można kuoić używaną i to za grosze.
Daj znać, czy słyszałeś/aś wcześniej o "Madame Mao". Ja jeszcze w czerwcu nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego, ale od razu po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że okej, to zdecydowanie coś, co chcę mieć na półce. A czerwona okładka wygląda pięknie!
Trochę o mnie
Wróciłam z Warszawy i wyżej widzisz właśnie zdjęcie stamtąd! Jestem po FENOMENALNYM koncercie Rammstein i chyba wezmę się porządnie za Pandzie, bo nie da się ukryć, że ją zaniedbałam, co siedzi mi na sumieniu. Lubię tutaj pisać, lubię informować o tym, co przeczytałam albo obejrzałam, a szczerze mówiąc, to mam trochę filmów za sobą (i to głównie chińskich!), dlatego co się mam nie chwalić. ☺
* W "Madame Mao" jego nazwisko wygląda tak: Tse-tung, jednak wolę wersję w pinyin.
** W "Madame Mao": Ciang Cing.
***Hunwejbini - inaczej; Czerwona Gwardia - założona przez Mao komunistyczna organizacja, do której należeli młodzi ludzie ubrani w zielone mundury z czerwonymi opaskami na rękach. Działali podczas rewolucji kulturalnej. Torturowali, zabijali osoby podejrzewane o zdradę komunizmu. Innymi słowy, byli bardzo wpływowi i robili wszystko, co Zedong kazał.