Chłopcy, których kocham | Anna Ciarkowska


M O R Z E

Jakie audiobooki warto przesłuchać na bookbeat? | Lipiec 2021



Wstęp

Xin chào!
    O audiobookach nie było na tym blogu ani słowa. Muszę przyznać, że zawsze było mi z nimi nie po drodze, a z drugiej strony wydawało mi się, że to nie dla mnie, bo się nie skupię, bo wolę książkę na papierze, etc. I faktycznie - kiedy mówię ludziom, że rozpoczynam swoją przygodę z audiobookami, to większość z nich reaguje raczej negatywnie aniżeli pozytywnie. Wcale się im nie dziwię. 
    Aż do pewnego lipcowego dnia, kiedy ustawiwszy sobie leżaczek przed domem, otworzyłem książkę papierową i w ni ząb nie wchodziło mi do głowy to, co czytam, a jednak korciło mnie, żeby wykorzystać czas na czytanie. 
    Wieczorem jedna z booktuberek opowiedziała o bookbeat i pomimo mojej niechęci do słuchowisk, stwierdziłem, że dobra - spróbujmy. Miesiąc za darmo, najwyżej zrezygnuję i tyle. 
    Jak się możecie domyślić - był to strzał w dziesiątkę. Jazda autobusem? No to audiobook! Idę do paczkomatu? Kurde, może sobie włączę audiobooka. Przed spaniem? Audiobook! 

Jakie mam z tego korzyści? 
1) Szybciej zapoznaję się z książkami. 
2) O dziwo - motywuje mnie to do czytania książek w ogóle, nie tylko w formie słuchowej. 
3) Uwielbiam wieczory, kiedy leżę w łóżku, wszędzie ciemno, ale słyszę opowiadaną mi historię. Bardzo mnie to uspokaja i relaksuje. 
4) Audiobooka mogę włączyć, gdy coś robię albo gdzieś idę/jadę. 

Współczesny Idol Bacona


 Dzień dobry wszystkim! 
Dzisiaj przychodzę do Was z drugim postem, w którym prezentuję swoją pracę zaliczeniową z filozofii. Podoba mi się, dlatego nie chcę, żeby się kisiła u mnie na dysku, a żeby ujrzała światło dzienne. Moja praca miała omówić cztery idole Francisa Bacona i w dodatku zaproponować własnego, współczesnego idola. 
Zapraszam! 

Tekst:

Kawiarnia Jama Michalika.
Kraków, zima 2018. 
Fragment spisu nagrania z rozmowy między Francisem Baconem – wybitnym angielskim filozofem z końca epoki Odrodzenia, a Aleksandrem Karnawalskim – współczesnym aktywistą na rzecz ochrony środowiska, którego zapiski zostały umieszczone w poniższym spisie.
K – Karnawalski 
B – Bacon 
 (...) 
K: Pozwolisz, że podam hasło, a ty będziesz musiał je rozwinąć, dobrze?

Bacon nerwowo bawi się jednym z pierścionków na jego dłoni. Ani razu nie spojrzał mi w oczy. 

B: Oczywiście. 
K: Zacznijmy zatem. Pierwszym hasłem jest idol plemienny. 

Natomiast ja przyglądam mu się z bezwstydliwą uwagą. 

B: Och… 

Czuję, że się waha., jednak czekam cierpliwie. Coś go trapi. 

B: Każdy człowiek boi się nowości, prawda? Zaniepokojenie sprawia, że jesteśmy drażliwi. To z kolei odbiera nam poczucie bezpieczeństwa, o które człowiek uporczywie walczy.
K: Właśnie to jest powodem złudnego patrzenia na rzeczywistość? 

Kiwa głową. 

B: Tak myślę. Nasz umysł lubi sobie upraszczać rzeczy. Musimy też pamiętać, że ludzkie zrozumienie jest jak krzywe zwierciadło, które, otrzymując promienie nieregularnie, zniekształca i zmienia kolor natury rzeczy przez wmieszanie w niej swojej natury. 
K: Chcę tutaj coś wtrącić. Opowiadałem ci wcześniej o katastrofie klimatycznej i o tym, z czym zmaga się i będzie się zmagać społeczeństwo. Jednak wciąż cała rzesza ludzi nie wierzy w badania naukowe. Uważają, że to kolejny “koniec ziemi”, który został wyssany z palca. 
B: Wszyscy chcą wierzyć w to, że ludzka rasa jest nieśmiertelna. 
K: Dokładnie! Żyjemy w przekonaniu, że świat istnieje tylko dla nas. A przecież ziemia poradzi sobie bez człowieka, natomiast człowiek bez ziemi nie istnieje.

Bacon skrzywił się na moje słowa, ale zanim odpowiedział, zatopił wargi w jaśminowej herbacie. Dał sobie dodatkowy czas, aby pozbierać myśli. 

B: Nie mogę się z tobą zgodzić. Jak można myśleć, że ziemia poradziłaby sobie bez człowieka? Gdyby usunąć ze świata człowieka, świat stałby się zupełnym bezładem, bez żadnego sensu i celu, nie zmierzającym ku niczemu. 
K: W takim razie do czego dąży człowiek? Do śmierci. A wyczekując na bezkresną pustkę czekającą na niego w drugim świecie, niszczymy ten pierwszy. Pełen zieleni. Tętniącego życia. Zabieramy możliwość spokojnego życia następnym pokoleniom. O ile w ogóle będą miały okazję pojawić się na świecie… 

Bacon wszedł mi w słowo. Był to akt, którego się nie spodziewałem, ale z drugiej strony – pocieszał mnie. Powoli zaczynał nabierać pewności siebie w tym, co mówił. Jakby uwolnił się od męczącej myśli.
 
B: Mój drogi (kolejna niespodzianka z jego strony – nie przypuszczałem, że zwróci się w ten sposób do mnie) zapytałeś do czego człowiek dąży. Ja wierzę w Boga, więc mój cel jest istotnie pokierowany wiarą, jednak tematu Boga nie będę poruszać, bowiem sprawa Boga nie należy do dziedziny, jaką jest filozofia, a zwyczajnie - do wiary. Nie zajmowałem się tym nigdy. 

Założył włosy za ucho i kontynuował, wpatrując się w swoją filiżankę herbaty. 

B: Łatwiej się w kłótnię nie wdawać, niż się z niej później wycofać, dlatego bardzo proszę o kolejne hasło. 

Nie dałem po sobie poznać, że byłem szalenie zaskoczony. 

K: Dobrze, więc przejdźmy do idola rynku. Czy mógłbyś powiedzieć coś na ten temat? B: Straszydło, które mówi o tym, że człowiek może patrzeć przez krzywe zwierciadło na świat przez źle, niejasno, manipulacyjnie podawane słowa. Takie działanie krępuje umysł. 
K: Propaganda? 
B: Na przykład. 
K: Publiczne głoszenie, że przecież powinniśmy się cieszyć ze wzrastających temperatur z roku na rok, bo w końcu będą palmy w Polsce? 

Westchnął. 

B: Pewnie też. 
K: Idol teatru?
 
Znowuż westchnął. 

B: Wiara w tradycyjne autorytety. Brak poszukiwania własnej prawdy, a jedynie podążanie za tym, co powszechnie się uważa. I właśnie – zwróć uwagę na “się”. Podążanie za tym, co “się” mówi, co “się” utarło, co “się” powinno robić. Ale któż kryje się pod słowem “się”? 

Tymi słowami wprawił mnie w nie lada zamyślenie. 
Pamiętam, że była to pora wieczorowa. Może dwie godziny do zamknięcia kawiarni. Kawiarni, która zdawała się być jedynie do naszej dyspozycji. Trudno było dopatrzyć cudzą głowę. Jedynie od czasu do czasu dało się usłyszeć głos jednego z kelnerów. Poza tym, w tle grał cicho amerykański jazz, a w powietrzu krążył aromat jaśminowej herbaty. Sielankowość pomieszczenia kontrastowała z szalejącym za oknem śniegiem. 
W tym wszystkim mój rozmówca stanowił obraz zadumania. I bynajmniej nie było to dumanie w rzeczach dobrych, które mogłyby rozweselić ducha. 

B: Tradycyjne autorytety… a przecież źródłem ludzkiego poznania są zmysły. Obserwowanie przyrody. Dotarcie do własnych przekonań i wizji. Myślałem, że-e… 

Głos mu się złamał. Zakrył usta jedwabną chusteczką. Jednak szybko doszedł do siebie. 

B: Następne hasło. 
K: Idol jaskini. 
B: Środowisko, w jakim się wychowujemy nas kształtuje. Zresztą, nie tylko środowisko, ale wychowanie, doświadczenia, to, jakie lektury poczytujemy. Wszystko ma na nas wpływ. Wszystko! Gdybym nie urodził się jako syn dostojnika dworu królewskiego, gdybym nie przebywał w areszcie, gdybym urodził się w innym wieku… nie byłbym tym, kim jestem teraz. 
K: A jednak tak łatwo jest nam osądzać drugą osobą. Kiedy kompletnie nie znamy jej historii...
B: …. środowiska, w którym się wychowała, doświadczeń, uznawanych wartości, tego, w jaki sposób odbiera świat. Można tak wymieniać w nieskończoność. 

Złożył chusteczkę w kwadrat i schował ją do kieszeni. Wtem dopiero na mnie spojrzał. Pierwszy raz odkąd się spotkaliśmy. 

B: Nic się nie zmieniło. 

Wypowiedział te słowa z goryczą. 

B: Kompletnie nic się nie zmieniło. Nawet, jeśli stare formy idoli stały się archaiczne, to współczesne społeczeństwo odtworzyło je w nowej postaci. Ile ludzi w XXI wieku musi się wyrzekać siebie na rzecz tradycji? Na ukrytego “się”, którego nikt nie potrafi zdefiniować? 
K: Propagandy we współczesnym świecie też nie brakuje… 
B: Właśnie! Otóż to! 

Z emocji niemal podskoczył. 

B: Zawiódł mnie współczesny świat. Chociaż to może z przeświadczenia, że z pokolenia na pokolenie jest przecież coraz lepiej, coraz nowocześniej i wygodniej. Niestety to również wydaje się złudne. Nadal króluje “się”, a straszydła rozwijają się w najlepsze. 
K: Czy przeświadczenie, że z pokolenia na pokolenie jest coraz lepiej nie można przypadkiem zaliczyć jako idola plemienia? W końcu myśl, że świat dąży jedynie w dobrym kierunku jest bezpieczną myślą, która upraszcza wszystko. Z drugiej zaś strony rozumiem, że daje wielką nadzieję. 

Bacon pokręcił głową z pełną rezygnacją

B: Nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz kiepską wieczerzą. 

Przez krótką chwilę siedzieliśmy w dyskusyjnej ciszy. 

B: Zatem, czy dostrzegasz we współczesnym świecie nowych idoli? Mnie trudno jest wymyślić takowego. Masz większe doświadczenie w tym, co się obecnie dzieje. 

Bacon posłał mi nieśmiały uśmiech, co było niepasującą słodyczą w gorzkiej rozmowie. 

K: Nie ukrywam, że przed naszym spotkaniem dużo nad tym myślałem. Pierwszy przyszedł mi do głowy nowatorski idol związany ze środowiskiem, jednak im dłużej zastanawiam się, tym głębiej dochodzę do wniosku, że ludzką niewiarę w zmiany klimatyczne można zaliczyć w idola plemienia. I co ciekawe – również w idola rynku. 
B: Idola rynku, mówisz? Z jakiej racji? 
K: Z łatwością można trafić na wiele artykułów czy ogólnie rzecz ujmując – głosów ludzi, którzy uważają, że katastrofa klimatyczna jest kolejnym czarnym scenariuszem w fantazji naukowców. I wyobrażam sobie, jaką wygodną jest wierzyć w to, że świat ma się w najlepsze, a nam jako ludzkości nic nie grozi niż wierzyć w to, że za kilkadziesiąt lat wyginiemy, jeśli nic nie zrobimy. To jest to, o czym wcześniej wspomniałeś. Ludzkość czuje się nieśmiertelna. A przecież natura, czy tego chcemy, czy nie, jest silniejsza od nas. 
B: Nie można przyrody zwyciężyć inaczej niż przez to, że się jej słucha. 
K: Dokładnie! A przyroda daje nam już wystarczająco dużo sygnałów, że coś jest nie tak… 

Bacon przechylił się w moją stronę z dozą ciekawości na twarzy. 

B: Czy… jest coś jeszcze oprócz podnoszących się temperatur? 
K: Niestety tak. To, że temperatury rosną z roku na rok to jedno, ale w związku z tym wody oceaniczne się podnoszą, przez co dochodzi do wielu groźnych powodzi jak na przykład na Florydzie czy w najbardziej zalewanym mieście świata, czyli Dżakarcie. Naukowcy twierdzą, że do 2050 roku Dżakarta zniknie pod oceanem. 
B: Straszne. 
K: Prawda? Poza tym, w niektórych regionach na świecie już zaczyna brakować wody jak w przypadku Afganistanu, a konkretniej mieszkańców obrzeży Kabulu. Ludzie zmuszeni są do wyprowadzek. Na tę chwilę skala problemu nie jest tak miażdżąca, jaka może się okazać za kilka lat. Niesamowite, że tak wiele uprzywilejowanych osób nadal nie dowierza w ten problem. Ale świat nie będzie czekać na ich wiarę. 
B: Rozum i zmysły muszą ze sobą współpracować. Tutaj tego nie wyczuwam. Ale dobrze, myślę, że z tego można stworzyć nowe straszydło. Jak nazwałbyś je nazwał? 

Musiałem się przez chwilę porządnie zastanowić. 

K: Może idol przywileju? Niedowierzanie w problem, dopóki on ciebie prawdziwie, osobiście nie dotknie. Dopiero kiedy doświadczysz danej rzeczy, zaczynasz w nią wierzyć. 
B: A nic nie czeka na twoją wiarę. 

Spojrzeliśmy na siebie ze smutkiem. Wokół nas zaczęli się krzątać kelnerzy. Sprzątali, a to oznaczało, że szykowali się do zamknięcia lokalu. My jednak zamarliśmy ze strapionymi wyrazami twarzy. 

K: Europejski idol. 
B: Idol przywileju… 

Kolejne długie sekundy wypełnione ciszą. Ostatnie krople herbaty. 

B: Naprawdę liczyłem na to, że rozmowa z tobą przyniesie mi pocieszenie, że zobaczę nowy świat z możliwościami dla wszystkich. W końcu minęło czterysta lat. 

Czterysta lat. Te słowa odbiły się echem w mojej głowie.
Żal mi się zrobiło siedzącego przede mną człowieka, który wstępując we współczesny świat gorzko się zawiódł. 
A ja musiałem przekazać złe wiadomości. Ale wierzę, szczerze wierzę jeszcze w to, że kiedyś będę mógł przyjść z dobrą nowiną. Wierzę w takie czasy. 
Mam nadzieję zjeść przy tym pyszną wieczerzę. 

Pożegnałem się z moim rozmówcą wychodząc na krakowskie ulice zatopione w śniegu.   

Źródła
– prezentacja z zajęć filozofii, 

Serialowy tag, ale z tajskimi dramami

Wstęp

Cześć wszystkim!
Dzisiaj mam coś innego i nieco luźniejszego. Wzięło mnie ostatnio przegląd tajskich dram, jakie obejrzałem, i z racji tego, że darzę je niemałą sympatią - poświęcę im osobny post na Pandzi.
Ale zanim przejdziemy do tagu, chcę przedstawić Wam moją historię z tajskimi dramami, bo wbrew pozorom; one dużo zapoczątkowały w moim życiu (tak, wiem jak to dziwacznie brzmi!). 

Twórco, Twoje dzieło nigdy nie będzie idealne



PLATON

            Każdy z nas słyszał o jaskini Platona. Przypominamy sobie o cieniach czy ogniu wspominanych przez filozofa. Wiemy, że Platonowi chodziło o człowieka, który ogląda jedynie cienie idealnych tworów, a sam Świat idei – pełen harmonii – znajduje się poza jaskinią. Natomiast tam człowiek nie ma dostępu.

Lalkowy miszmasz


Xin chào! 

Nauka wietnamskiego idzie pełną parą. Coraz to bliższy jest dla mnie ten język i trzeba przyznać jedno: zaskakuje z każdym kolejnym dniem. Co więcej; pracuję nad angielskim, a dziś udało mi się uczestniczyć na lekcjach z podstaw pisma tajskiego. Mam bardzo dużo na głowie i w dodatku przede mną sesja, ale czuję się jak ryba w wodzie. Pracuję nad rzeczami, które uwielbiam i chociaż czasem zdarza mi się zasnąć od razu, gdy położę głowę na poduszce to wiem, że warto. Oj tak, niezwykle warto jest zaharowywać się. 
Mimo wszystko, w szalonym ciągu udało mi się oderwać od nauki. Wzięłam w rękę lalkę i zrobiłam jej kilka zdjęć. I szczerze? Dotarło do mnie jak ważne jest znalezienie czasu na hobby. Zwykła chwila odpoczynku, która ostatnimi tygodniami wydaje mi się luksusem. A nie powinno tak być. 
Wynikiem mojego odkrycia jest ten post. Podzielę się z Wami zdjęciami wykonanymi na przestrzeni minionego roku (ależ dziwnie się czuję z myślą, że już od dwunastu miesięcy interesuję się lalkowym tematem!). Dlatego niech to będzie post z okazji rocznicy, odkąd zostałam kolekcjonerem! 

20 obrazów, które mnie zachwyciły

Dzień dobry! 

Malarstwo jest nieodłączoną częścią mojego życia. Co prawda, żadnego talentu do rysowania/malowania absolutnie nie posiadam, ale obrazy są nie tylko moją inspiracją - także i moim odpoczynkiem. A nawet więcej. Stanowią niezbędny element w chwilach, w których piszę. Jeśli zapoznaję się w nową kulturą, z nowym krajem to nigdy nie pomijam malarzy z danego obszaru świata. Dlatego tworzenie tego wpisu jest dla mnie czystą przyjemnością i ratunkiem w dniach pozbawionych ochoty i weny. Mam nadzieję, że i ktoś z Was znajdzie tutaj coś dla siebie! 

Panda Wietnamska

  
Dzień dobry wszystkim! 
Dziś przychodzę z kilkoma informacjami, co się ze mną działo i dzieje. Jest to trochę aktualizacja wpisu z maja [o, ten], gdzie ekscytowałam się studiami i nadal miałam przed sobą maturę, dlatego wszystko było takie niepewne i otwarte. Za to od kilku dni - wiem, na czym się skupię przez następny rok. 

Trzecia z mojej rupieciarni

Dzień dobry wszystkim! 大家好!

Uważał, że „Kruki nad łanem zboża” to wyraz najczystszej samotności połączonej z brakiem zrozumienia ze strony otaczających osób. Dlatego nigdy na niego nie spoglądał z pełną świadomością. Raz, gdy nie zdołał opanować płynącej refleksji, która była skrajnie melancholijna, zrozumiał Vincenta. Przynajmniej tak mu się wydawało. Może było to wynikiem chęci odnalezienia kogoś, kto zrozumiałby jego stan psychiczny? A jaki jest łatwiejszy sposób na poczucie jedności z drugim człowiekiem niż ubogacenie biografii zmarłego poprzez dorzucenie własnej interpretacji?

Wpatrywał się w kontrastowe kolory, na ekspresyjne pociągnięcia pędzlem oddające wrażliwość Holendra. Ivo wyobrażał sobie swoje ciało pod krukami. Czuł na dłoniach taniec źdźbła pszenicy, a w głowie ciężar myśli van Gogha. Czy wiedząc, co robił źle, dostałby więcej otulających słów od mieszkańców Arles? Czy wtedy samotność mogłaby się stać wyborem, a nie koniecznością?

Myślał „Vincent”, ale tak naprawdę tożsamość tego artysty była równoznaczna z jego własną. W związku z tym, pytanie, czy koniec van Gogha wyglądałby inaczej, gdyby ludzie nie wywoływaliby w nim wstydu bycia takim, jakim był?, w rzeczywistości oznaczało, czy spokojniej zasypiałby, gdyby ON żył bez wiecznej krytyki jego osobowości i zamiłowań?

Gdybanie stawało się męczące. Męczyło, bo uświadamiało, a nie wolno egzystować bez fantazyjnej mgły. Lepiej mieć obsesje, lepiej myśleć całymi dniami o szyciu dla lalek, lepiej nie oddawać się społecznym regułom cicho mówiącym, że oryginalność i ekscentryczność jednostki nie wymaga pochwał i zwykłej serdeczności. Inność to nie wariactwo. To po prostu rzadkość spotykania czegoś. Nie jest to bardziej niebezpieczne albo mniej atrakcyjne. Nie jest to ani bardziej, ani mniej.

Kruki doprowadziły go do łez. Wystraszył się, że zdania pocieszenia to jedynie utopijna wizja. Albo nielegalna próba usprawiedliwiania swojego dziwactwa.

Dlatego słowa Unikko wpłynęły na niego rewolucyjnie. Samo istnienie zielonej osoby było wstrząsające. Nie z racji tego, że skórę miał koloru trawy. Nie, nie, nie. To bez znaczenia. Unikko objął jego indywidualność i pokochał, nie sądząc, że jest dziwna tylko piękna. Co najważniejsze, nie musiał za to dziękować, a wręcz nie powinien.

Mimo to, sądził, iż nadal spokojniej nie spoglądać ani nawet nie przypominać sobie o tym obrazie Vincenta. Łatwiej funkcjonował bez emocjonalnie poważnych rozważań, które stały się synonimem walki.

O tekście słów kilka

Od marca piszę "coś większego". Idzie mi to powoli, robię sobie do tego playlisty na Youtubie, dużo notatek tworzę, bo takie rzeczy powymyślałam, że teraz muszę zaczytywać się w historię Meksyku, ale może to i dobrze, bo to kraj z ciekawymi tradycjami. 
To, co tutaj udostępniam, to pierwszy fragment, który napisałam. Jest próbą. Jak to wszystko! 

Odkrycie tygodnia: 

"Portret Jana Stryjeńskiego" został namalowany przez mamę Jana - Zosię Stryjeńską. Zaskakuje mnie to, iż obraz powstał w 1938 roku, mimo to wygląda bardzo współcześnie. Dodam jeszcze, że prawdopodobnie to wstyd, ale nigdy wcześniej nie słyszałam o tej artystce. A jestem nią zaintrygowana! 
Trzymajcie się ciepło,
Panda Fińsko-Chińska

Gadam o sobie, a kot śpi na moim łóżku


"Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, kiedy się ją dzieli."


Cześć, dzień dobry!
Dziś trochę o tym, co się u mnie dzieje, co czytam, oglądam i pewnie jeszcze więcej o Felku, czyli nowym kocie w naszym domu. O lalkach też będzie, ale dla nich szykuję osobny post, obiecuję! O moich lalkowych "Dzidzioszkach" też jest dużo do opowiedzenia i pokazania, bo ciągle robię im zdjęcia, więc w bliższej lub dalszej przyszłości pojawi się taki wpis. 

Trochę o trzech takich (tomikach poezji)


Słowem wstępu


Dzień dobry, 早安, hyvää huomenta!

Uwielbiam wiersze. Rok temu czytałam je masowo. W związku z tym uzbierałam trochę tomiki poezji. Wszelkiego rodzaju tomiki. Po te popularne aż po te z antykwariatów, których nikt nie chciał kupić. Jednak przygotowania do matury skutecznie odciągnęły mnie od tego typu przyjemności (nie żeby historia sztuki nie była miła).

W każdym razie gdzieś w tym wszystkim wiersze zniknęły z mojego codziennego dnia. Zresztą, nie tylko ich czytanie, ale także pisanie. Ostatnio nieco przez porządki na półkach, a nieco dzięki genialnemu serialowi na Netflixie "Ania, nie Anna", znalazłam kilka starych i nowych tomików.  Zatonęłam w nich. W ogóle muszę zaznaczyć, że moje czytanie wierszy wygląda dość karykaturalnie, bo zawsze je recytuję (a recytator ze mnie żaden) i staram się jak najmocniej wczuć w dany utwór. Rzecz jasna, do takich aktów dochodzi, gdy nikogo nie ma w pobliżu, bo jestem przekonana, że wyglądam podczas moich miniwystępów jak opętana, no ale. Ja się świetnie bawię!
Dlatego też przez minione dni spędziłam kilka dobrych chwil nad wierszami, a jedynym świadkiem był kot - i niech tak pozostanie.

Dobra, ale sprawa jest taka, że to wszystko doprowadziło do powstania tychże minirecenzji. Skupimy się dziś nad znanymi tworami, które są już ze mną dłuższą chwilę i każdy z tych tomików przeczytałam co najmniej trzy razy. Ale! To nie znaczy, że wszystkie mi się podobały. Taka moja dziwaczna przypadłość, iż lubię wracać do poezji. Nawet jeśli mam do niej wiele zastrzeżeń.
Nareszcie: serdecznie zapraszam do tematu głównego postu! 


"Arkusz poetycki" | Billie Sparrow 

Cytat przewodni: Poezja ma mówić za nas o nas Jacek Głażewski

Dwa lata temu strasznie nakręciłam się na tę pozycję. Oglądałam wtedy od czasu do czasu Billie, a kiedy oznajmiła, co wydaje, to od razu wiedziałam, że zamówię "Arkusz poetycki". I tak się stało. Przyszło do mnie jakoś zaraz po premierze i nacieszyłam się tym dość krótki czas, niestety. Tomik jest przepięknie wydany. Sama okładka jest genialna, a rysunki w środku - jeszcze lepsze. Wszystko w stylu Billie. 
Ze strony formalnej słów kilka. Książka ma 223 strony. Jest podzielona na 5 segmentów: pokolenie, tożsamość, uniesienia, w(y)rażenia, marność. To, co mnie przeraża to ilość rysunków czy praktycznie pustych kartek w stosunku do samej treści. A znowu z przykrością muszę stwierdzić, że same wiersze w ogóle mi nie podeszły. Z kilkudziesięciu utworów najwyżej trzy do mnie trafiły. Oto jeden z nich: 
"War saw"

w tafli
zaszklonych oczu miasta
odbiły się gruzowiska

warsaw
dziś błyszczy
mruga i tętni
spójrzcie

widać
było warto
choć wtedy nikt
zapewniać
nie musiał
W powyższym utworze uderzyła mnie ostatnia zwrotka, która sprawiła, że w moich oczach "War saw" wyróżnia się spośród pozostałych tytułów. A jaka była "ta reszta"? Nie było w nich niczego innowacyjnego. Proste wiersze, z prostym przekazem, prostymi słowami.  Są osoby, które preferują taki styl i to jest jak najbardziej w porządku - ale mnie to nuży. Nie wczuwam się w te utwory. Zero emocji. Pomimo wielu kontrowersyjnych, slangowych słów typu "hajs" itp.
Tomik można przeczytać w ciągu 30 minut i to zatrzymując się przy wierszach, aby nad nimi pomyśleć - a tak to przynajmniej wyglądało w moim przypadku. Miło popatrzeć na ładne rysunki, ale jako dodatek, a nie jako najmocniejszą stronę książki.
Dlatego strasznie się zawiodłam na "Arkuszu poetyckim", ale za to naprawdę ładnie prezentuje się na półce.
Gwoli ścisłości, nie ujmuję autorce. Każdy tworzy inaczej. Każdy ma inną wrażliwość. I to jest piękne, że piszemy tak różnorodne rzeczy. A niestety ta estetyka literacka do mnie nie trafia.
A jeszcze tutaj macie wiersz z okładki książki:
***

często się
rozsypuję

zawsze składam
cierpliwie
od nowa

za każdym razem
trochę inaczej


"Jestem Julią" | Halina Poświatowska 

(...) jeśli wieczność jest chwilą pomiędzy moim sercem pustym a moim sercem wezbranym z miłości, nigdy nie będzie czasu, w którym nie kochałabym ciebie. Fragment jednego z utworów. 

Gdyby ktoś zapytał mnie, kim jest osoba romantyczna, kazałabym mu przeczytać "Jestem Julią". Wiersze Haliny Poświatowskiej aż kipią od nadmiaru miłości i kwiatów (wszelkiego rodzaju; dziewanny, hiacynty, co chcecie). Nie ukrywam, że kocham taką poezję, w której mogę znaleźć siebie, chociaż nie ma ze mną nic wspólnego. (Paradoksów nie brakuje w moich emocjach, a co!) Uwielbiam wzruszać się z powodu dalii czy brzozy i robię to mimowolnie. I nazywam to odważnie mistrzostwem świata. 
Ciężko mi wybrać ulubiony wiersz, dlatego padło na ten, którego nauczyłam się na pamięć kilka lat temu. 
***

jestem dla ciebie czuła
jak dla pszczół
cierpki zapach kwiatu
jestem dla ciebie dobra
jak dla zmęczonych skrzydeł ptaka rozchwiana gałąź

złoto
opadam na twe powieki
uśmiechem
odpędzam myśli - kąśliwe osy

to noc
dała mi ciebie
ogromna noc
w której gubiłam rozrzucone po płótnie włosy

jesteś jak księżyc wyraźny
świecisz
na moim chłodnym niebie

modlę się do ciebie
jaka to religia
w której czci się usta
wygiętego boga przedświtów
ach religia

wspaniali bluźniercy
jesteśmy sobie
zamkniętym czworokątnym światem
Teraz można mnie oskarżyć o hipokryzję i wcale się nie zdziwię, jeśli ktoś to zrobi. Przy "Arkuszu poetyckim" napisałam, że nuży mnie monotoniczność wierszy. Problem w tym, że wiersze Pani Haliny też są monotematyczne. Na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, iż tutaj, w "Jestem Julią" aż chce się czytać nawet i jeden wiersz po tysiąc razy i płakać przy nim tak jak za pierwszym razem. Sama polecam do tego tomiku włączyć sobie muzykę filmową (w moim przypadku była to ta z "Wyznań Gejszy"). Wrażenia niezastąpione. A warto sobie zaserwować takie przyjemności. W dodatku siedząc w słońcu, o!
Dodaję jeszcze wiersz z okładki:
***

chcę pisać o tobie
twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
zmarzłą czereśnię
o twoich ustach
składać strofy wygięte
o twoich rzęsach kłamać że ciemne
chcę
wplątać palce w twoje włosy
znaleźć wgłębienie w szyi
gdzie stłumionym szeptem
serce zaprzecza ustom
chcę
twoje imię z gwiazdami zmieszać
z krwią
być w tobie
nie być z tobą
zniknąć
jak kropla deszczu którą wchłonęła noc
Chyba nie ma innego tomiku, do którego wracałabym częściej. Kiedy chcę coś napisać, a nie potrafię zebrać w sobie na tyle motywacji, inspiracji, aby ułożyć satysfakcjonujące zdania, to wracam do Pani Haliny i jej nieziemskich pokładów wrażliwości.
Swoją drogą, paradoksalnie jest najcieńsza (około 80 stron) z omawianych dziś książek, a czytałam ją najdłużej. Można sobie porównać na pierwszym zdjęciu!
Zdecydowanie "Jestem Julią" to jedna z moich najjaśniejszych perełek na półce, więc nie ma się co dziwić, że najchętniej do niej wróciłam.
Polecam również zapoznanie się z biografią poetki, jeśli jeszcze jest to przed Tobą!


"Słońce i jej kwiaty" | Rupi Kaur, tłumacz. Anna Gralak

nie można tak po prostu obudzić się jako motyl 

rozwój to proces 
fragment jednego z utworów

And last but not least Rupi Kaur i jej drugi tomik "Słońce i jej kwiaty". Książka, którą dostałam na 18-naste urodziny. I był to piękny prezent, bo nie dość, że prezentuje się cudownie to jest dwujęzyczna, co było strzałem w dziesiątkę. Można w ten sposób poćwiczyć język obcy i to z jaką przyjemnością! 
W ogóle zacznijmy od chwili dla imienia i nazwiska autorki - Rupi Kaur - prześlicznie brzmi. Od razu mi przywodzi na myśl egzotyczny kwiat i może słusznie, bo podobnie jak u Pani Poświatowskiej, kwiatów nie brakuje w przypadku tej poetki. Za co u mnie poezja hinduski już na wstępie ma ogromnego plusa. Pisanie, pisaniem, ale dodam teraz mój ulubiony wiersz z tego zbioru i przechodzimy do sedna sprawy: 

wzejdź 
powiedział księżyc
i nastał nowy dzień
przedstawienie musi trwać powiedziało słońce
życie na nikogo nie czeka
ciągnie cię za nogi
bez względu na to czy chcesz iść czy nie
to dar
życie zmusi cię byś zapomniała jak bardzo ich pragniesz
skóra będzie ci schodzić aż nie zostanie
ani jeden skrawek którego dotykali
twoje oczy wreszcie będą tylko twoimi oczami
a nie oczami które patrzyły na nich
dotrzesz do końca
tego co jest dopiero początkiem
idź
otwórz drzwi do całej reszty

czas
Zaczęłam słodko, ale tak naprawdę do twórczości Kaur mam ambiwalentny stosunek. Widzę, co chce opowiedzieć i to jest porządne, że ma pomysł na to, w jaki sposób pragnie skomponować ze sobą swoje wiersze. Uważam, że wyszło jej to dobrze. Opowiada o strasznych, osobistych rzeczach i samo to wywołuje wiele uczuć. Współczuję Rupi. Wiem, że trzymam w rękach jej mały pamiętnik, którym chciałaby pomóc ludziom będących w podobnej sytuacji, w jakiej ona była. Ale same utwory autorki nie przemawiają do mnie. Historia jest przerażająca. Stany, w  których znajduje się podmiot liryczny, nierzadko także dają dużo do myślenia. Jednak kompozycja czy warsztat, znowu to napiszę, nie jest w moim guście. Dokładnie tak, jak w przypadku Billie Sparrow. Co nie zmienia faktu, że jestem zainteresowana przyszłymi tworami Rupi. Tym bardziej, że sama zajmuje się także rysunkami do swoich tomików.
Dwujęzyczna wersja liczy sobie około 466 stron.
Podsumowując, te wiersze nie należą do moich ulubionych. Mimo to, rozumiem dlaczego stał się takim fenomenem.
Ostatni wiersz na dziś pochodzi z okładki "Słońca i jej kwiatów":
oto przepis na życie
powiedziała moja matka
trzymając mnie w ramionach gdy płakałam
pomyśl o kwiatach które co roku
sadzisz w ogrodzie
nauczą cię
że ludzie też
muszą zwiędnąć
opaść
zapuścić korzenie
wzejść
by rozkwitnąć 


Koniec

Powyżej podsyłam zdjęcie moich notatek do tego wpisu. Wszystko napisałam piórem, maczając go w atramencie. Bardzo satysfakcjonująca sprawa, polecam! A takie rzeczy zawsze sobie zostawiam, chowam w teczce. Lubię do nich wracać. 
Proszę mi wybaczyć, jeśli te opinie nie są jakieś szalenie wybitne. Akurat z wypowiadaniem się na temat poezji nie mam zbyt wielkiego doświadczenia. Szczerze pisząc, jest ono zerowe, ale fakt, że interesuję się tym od dawna, skłonił mnie do wyskrobania czegoś o wierszach na Pandzi. I bardzo miło mi się to pisało! 
Jeśli ktoś również ma swoich "tomikowych" faworytów, to chętnie się z nimi zapoznam! 

Inne sprawy

Ostatnio obejrzałam ciekawy filmik, gdzie Polka mieszkająca w Finlandii mówi kilka ciekawostek o kraju w którym przebywa. Tutaj podsyłam link: Film
Niektóre z nich są podstawowe, ale pojawiają się też te mniej znane na przykład dowiedziałam się co nieco o fińskim paszporcie! Gdyby ktoś miał ochotę, to odsyłam na kanał Aleksandry.

A jedną z najlepszych wiadomości ostatnich miesięcy jest to, że mamy od niedzieli nowego współlokatora! Poniżej macie jego zdjęcie. Najsłodszy kot na świecie, jednak straszny z niego łobuziak. Szybciutko się do nas przyzwyczaił i przy czytaniu powyższych tomików poezji chętnie mi towarzyszył (co prawda, przez większość czasu spał na moim brzuchu albo obok mnie, ale zawsze coś!).  Na tę chwilę wszyscy się uczymy, jak dobrze pielęgnować kota. Niemniej, bardzo cieszę się z tej Dzidzi.

Niełatwo temu łobuzowi (a imię jego Felek) zrobić zdjęcie!
Na dziś to już wszystko. Trzymajcie się zdrowo, dbajcie o siebie i dzielcie się poezją, 
Panda Fińsko-Chińska 


Share week 2020


Hej, terve, 你好!
Czuję dokładnie tę samą, wielką ekscytację przed pisaniem tego wpisu, co rok temu. Cieszę się, że powstała inicjatywa zrzeszająca blogerów, bo czystą przyjemnością jest móc podzielić się z innymi swoimi ulubionymi blogami, a przy okazji w mały sposób docenić czyjąś pracę. 
Oczywiście blogi z poprzedniego roku nadal uwielbiam i z chęcią czytam, dlatego odsyłam również tutaj: Share week 2019 

Gwoli ścisłości: Share week to inicjatywa rozpoczęta przez Andrzeja Tucholskiego, która jest zwykłym łańcuszkiem, ale za to jakim miłym i sympatycznym! Akcja organizowana jest co roku, aby połączyć sferę blogową. Tegoroczne Share week ma również nieco podnieść na duchu ze względu na obecną sytuację, kiedy całymi dniami siedzimy w domach. 
Tym serdeczniej zapraszam do zapoznania się z moimi faworytami


Wielka trójca

How Gee

To blog, który pomaga mi śledzić, co dzieje się w koreańskiej kinematografii. Nie jestem osobą mocno związaną z Koreą Południową, ale jeśli chodzi o filmy z tego kraju to lubię je sobie włączyć odkąd obejrzałam genialną "Porwaną pamięć". Widziałam ten film przynajmniej trzy razy i nadal mam ochotę do niego wrócić.
Jeśli chodzi o How Gee, to oprócz najnowszych recenzji, lubię także zaglądać na wykonaną przez blogerkę listę 100 koreańskich filmów. Lista została podzielona na 10 postów, gdzie każdy z nich odpowiada za inny gatunek filmowy. Polecam zajrzeć i może skusić się na seans przed ekranem z koreańskimi bohaterami?
adres bloga: howgeepl.com/


Kamelia

Co prawda, o tym blogu dużo, dużo więcej było w poprzednim poście, gdzie miałam przyjemność gościć w wywiadzie Kamelię. Jest to jedna ze stron, która niewyobrażalnie mnie inspiruje i to nie tylko do lalkowania, ale także do robienia zdjęć. Cieszę się, że powstają takie blogi, bo pokazują, że lalki nie są tylko dla tych najmłodszych, a mogą stanowić także sztukę i niezwykle satysfakcjonujące (i pochłaniające do reszty!) hobby. 
Poza tym, czytanie wpisów u Kamelii to miła odskocznia od rzeczywistości. 
polecany post: Ogrodniczki | Dungarees


Rosemary Czyta 

Uwielbiam czytać książki, ale niemałą satysfakcję sprawiają mi również recenzje książek. A jak są tak dobrze pisanie jak w przypadku tego bloga, to już w ogóle! Rosemary to zdecydowanie osoba, którą uważam za wyższą półkę, jeśli chodzi o wpisy i formułowanie opinii na temat danych, często popularnych tytułów. Chętnie czytam, bo mogę się czegoś nauczyć, a wiadomo, że czytanie recenzji jest pewnym ułatwieniem w ich pisaniu. Zresztą, to nie tylko dobry język, ale też piękne zdjęcia wykonane czytanym lekturom. 
Cenię sobie także tego bloga za regularność! 


Blogi, które chcę wyróżnić

Zapachem pisane

Blog, który śledzę praktycznie od samego początku mojej przygody z Pandzią i jedyny o takiej tematyce, który czytam. Można tam znaleźć masę recenzji świeczek zapachowych i to wszelakiego rodzaju od różnych firm. Podobnie jak w przypadku Rosemary i tutaj znajdziemy klimatyczne i cudowne zdjęcia. Martyna jest prawdziwym miłośnikiem świeczek, dlatego jeśli ktoś również interesuje się płonącymi zapachami to warto zajrzeć! 


Neema. 

Kolejny blog związany z lalkami. Jest to nowiutka strona, gdzie możecie znaleźć wpisy związane z tym przemiłym hobby. Z wielką niecierpliwością wyczekuję na kolejne wpisy u Neemy i pochłaniam inspiracje lalkowe. Dobrze poczytać po męczącym dniu! 




Koniec

Ot, taki krótki wpis. Dziękuję każdemu z wymienionych blogów za swoją rzetelną i superową pracę! Proszę jednak pamiętać, że wszystkie witryny, na których kipi od zamiłowania warto docenić. 
Mam nadzieję, że dużo piszecie, macie w sobie spore pokłady kreatywności, a jeśli nie - to po prostu dobre książki/filmy/seriale na wyciągnięcie ręki. Ja w ostatnim czasie przeczytałam niemałą ilość lektur, dlatego oby to przełożyło się na liczbę recenzji tutaj, na Pandzi. 

Trzymajcie się zdrowo, róbcie miłe rzeczy! 
Panda Fińsko-Chińska 

Wywiad: "Hobby ma sprawiać radość" | Lalki


Wstęp, czyli o kim dziś mowa? 

Dzień dobry wszystkim! 大家好!
Dziś przychodzę do Was z postem, który jest dla mnie szczególny. Od stycznia tego roku zaczęłam interesować się kolekcjonowaniem lalek. Pochłonęło i pochłania mnie to do reszty! Gdzieś tam między maturą, a Chinami przewijają się jeszcze lalki, ale jest to absolutnie cudowne hobby. A trafiłam na nie całkowicie przypadkiem przy okazji chińskiej dramy "The Unatmed", gdzie przeglądając Internet, wyskoczyła mi lalka Lan Zhana, czyli jednego z bohaterów serialu.

Od razu wtedy pomyślałam o jednym z blogów, który odwiedzałam. A mowa tutaj o niezwykle utalentowanej Kamelii (http://kameliadolls.blogspot.com/), która nie tylko kolekcjonuje lalki, ale również dla nich szyje i w dodatku robi im jedne z najpiękniejszych zdjęć, jakie widziałam. Co więcej, jest przesympatyczną osobą! Dlatego myśląc o Pandzi, marzyłam, aby Kamelia pojawiła się u mnie i móc zadać Jej kilka pytań. I jak widać, ziściło się i zdecydowanie jest to jeden z moich ulubionych wpisów na blogu. Poza tym, mam nadzieję, że będzie to dla Was dobra odskocznia od tego wszystkiego, co się dzieje. Bo nie ma nic lepszego niż rozmowa z osobą, która jest pełna miłości do swojej pasji. 
Jestem przeogromnie szczęśliwa i jeszcze raz dziękuję Kamelii za cudowne odpowiedzi i możliwość dodania wywiadu. A teraz zapraszam na główną część postu:

Moje małe (chińskie) osiągnięcia


Dzień dobry!

Po tak długiej przerwie wracam z postem wypełnionym miłością. Chcę Wam przedstawić i opisać moje ostatnie fascynacje, jakie odkryłam w ciągu minionych tygodni. Totalnie luźny wpis, ale piszę go z chęci podzielenia się tym, co mnie otacza. Poza tym, mam nadzieję, że może ktoś zainspiruje się lub zachęci do jednego z poniższych tytułów, a ze względu na obecną sytuację związaną z wirusem; czasu w domu jest wiele.  W każdym razie zapraszam.

Trochę o trzech takich (książkach)


Dzień dobry, 早安, hyvää huomenta!
Mam ostatnio bardzo dużo ochoty, weny do pisania i wszystkie siły ciągną mnie do wystukania recenzji. Wspominałam już kiedyś, że od kilku tygodni czytam i oglądam na masową skalę, dlatego z tej całej mojej kolekcji, jaką uzbierałam przez ten czas, musiałam wybrać któryś tytuł. To nie było łatwe zadanie. Mam milion zaczętych recenzji filmów i jeszcze żadnego nie skończyłam. Zresztą, z książkami podobnie, więc moja głowa wpadła wczoraj na genialny pomysł, aby wybrać trzy, cztery pozycje i stworzyć sobie z nich minirecenzja, a dlaczego by nie?

Taide: Zacznijmy od prehistorii


Moja przygoda z historią sztuki na Pandzi

Hej, terve, 大家好!
Moje założenie prezentuje się obiecująco. Będę publikować tutaj wpisy z historii sztuki, aby: a) utrwalić sobie lekcje b) urozmaicić bloga c) może uda mi się przekazać trochę wiedzy (byłoby to niezwykle satysfakcjonujące!) d) najprościej na świecie; umilić sobie czas. 

"Wszelka sztuka jest naśladowaniem natury." Seneka

Muszę się do czegoś przyznać. Historia sztuki jest przedmiotem, który zdaję w tym roku szkolnym na maturze i, co prawda, naukę zaczęłam dopiero we wrześniu tego roku, ale sam proces czytania, interesowania się tym jest zdecydowanie dla mnie. Nawet odważę się napisać, że zawsze gdzieś tam chowała się w mojej głowie chęć edukowania się w kierunku sztuki. Chociaż talenty w tych dziedzinach to ja mam mizerne, ale nie o to tu chodzi! 
Swoją drogą, podoba mi się wizja prowadzenia takiej, a nie innej serii. Tytuł wziął się od fińskiego słowa "taide" oznaczającego "sztukę." Jedyne, o co siebie proszę, to o regularność, bo niestety w kratkę z nią u mnie. W każdym razie, jeśli to czytasz, to już jest dobrze! 
Dziś zapraszam do samiuteńkiego początku, czyli do prehistorii, która wydaje mi się najmniej obszernym działem w podręczniku i materiałach dodatkowych. Mimo to, na pewno nie jest okresem, który można zlekceważyć. W końcu to tutaj wszystko się zaczęło. 
Źródła podam na końcu! 

"Gdzie jest człowiek, tam jest i sztuka." Stanisław Witkiewicz 


Początki nigdy nie są łatwe

Człowiek od zawsze, gdy tylko zapewnił sobie bezpieczeństwo, zaczynał dbać o estetykę swojego otoczenia. Świadomie zaczął tworzyć narzędzia około 500 tysięcy lat temu, a za jaką taką sztukę wziął się w epoce kamienia (40 tysięcy lat p.n.e. - 8 tysięcy lat p.n.e.) 
Ale dobra, co tak naprawdę nasi przodkowie wymyślali? Ano, malowidła, ryty czy płaskorzeźby w jaskiniach lub schroniskach skalnych. Nie zapomnieli również o statuetkach rzeźbionych w kamieniu lub kości. Najczęściej przedstawiały one bóstwa, jednak z formą ludzką czy zwierzęcą miały one niewiele wspólnego. Przyczyną był brak umiejętności obserwacji, inspiracji przyrodą, przez co zyskiwały mocno uogólnioną formę. 
Nie można także pominąć dekoracji ornamentalnych na broni i narzędziach. Już wyjaśniam, co to ornament. Służy on przede wszystkim do podkreślania naturalnych kształtów przedmiotów, przy czym wyodrębniały charakterystyczne miejsca dla danej rzeczy. Obiega w postaci pasów naczynia, pokrywając powierzchnię przedmiotów. Jej podstawą jest motyw, czyli element powtarzalny. Dodatkowo ornament zawsze jest kompozycją rytmiczną, otwartą. A z angielskiego to po prostu "ozdoba."

Jaskinie, w których możemy odnaleźć malowidła, to m.in. Altamira w Hiszpanii i Lascaux we Francji. W tej drugiej główna część oferuje "Salę Byków" (byki często pojawiały się na rysunkach w prehistorii czy później w Mezopotamii, gdzie wykorzystywano je do tworzenia Lamassu, czyli opiekuńczych duchów), a największe wizerunki mierzą prawie 5 metrów długości. Co ciekawe, jaskinia została odkryta przez chłopców zamieszkujących pobliskie miasteczko, a działo się to w 1940 roku, więc stosunkowo niedawno. 

Teraz powstaje pytanie: ale po co im to było? Wcześniej wspomniane kwestie estetyczne - pewnie tak, jednak miało to również związek z ich obrzędami. Wierzyli, że przedstawienie zwierzyny z przeszytymi strzałami lub włócznią wpłynie na skuteczność wypraw łowieckich. Myśleli, że w ten sposób zdobędą władzę nad nimi. Warto też zaznaczyć, że groty wypełnione malowidłami nie pełniły funkcji mieszkalnych, a stanowiły miejsca kultu. 

"Malarstwo odnajduje styl po śmierci malarza." Pablo Picasso

W jaki sposób malowali prehistoryczni artyści? 

Jak się domyślamy, pewnie palcami. Prawda! Jednak używali także patyków lub pędzli z włosia. Za farbę służyła im ochra, czyli uwodnione tlenki żelaza, które tworzyły trwały, naturalny barwnik ziemny. Miała kolory od żółci przez czerwienie aż po fiolet. A jeśli prehistoryczny artysta (od dziś kocham ten epitet) potrzebował czarnego koloru, to zwęglał zwierzęce kości. Za to, gdy chciał wyodrębnić mięśnie, rozjaśniał barwę po prostu dodając białego koloru lub rozrzedzając farbę.


Kobieta w rzeźbie i megality

Rzadko przedstawiano mężczyzn. Były to raczej żeńskie postaci, bóstwa będące symbolem płodności, urodzaju, macierzyństwa. Zdobiły świat od Europy Zachodniej aż po Syberię. Dzieli się je na stojące oraz siedzące. Figurki miały podkreślone cechy macierzyńskie i przedstawiano je schematycznie, a chodzi tu o brak oczu, ust nosa, zaznaczenia głowy, w odróżnieniu od zwierzęcych rzeźb. Statuetkom towarzyszyły obrzędy, które miały na celu utrzymanie rytmu życia i śmierci opierających się na chociażby cyklach przyrody. 
Takim klasykiem, jeśli chodzi o ten temat, jest oczywiście Wenus z Willendorfu, którą możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu. Została odkryta 7 sierpnia 1908 roku podczas prac drogowych, a jej nazwa wzięła się z miejscowości gdzie nieopodal odnaleziono ją. Polecam bardzo ciekawy artykuł o jeszcze ciekawszym tytule: "Jak Wenus podbiła świat, zanim zrobiła to Madonna"

Grzechem byłoby nie wspomnieć o kultowym Stonehenge, czyli o kręgu megalitycznym w Anglii. Sama nazwa Stonehenge oznacza "wiszący kamień", a trzeba przyznać, że jest to wyjątkowa budowla. Jednym z argumentów, dlaczego zasługuje na takie określenie jest odkrycie prawa ciążenia. Świadczą o tym ustawione w pionowy sposób płyty kamienne, na których ułożono poziome głazy. Drugie uzasadnienie to spora wiedza astronomiczna. "Wiszący kamień" to sanktuarium słoneczne. Dzięki niemu można było określić położenie Słońca oraz Księżyca.

Jeszcze dwa słowa o sztuce scytyjskiej. Poświęcona była przede wszystkim rzeczom służącym do dekoracji aniżeli praktycznym. Są bardzo cenione przez muzea, ale nie tylko. Wcześniej na ich punkcie bzika miała Katarzyna Wielka. Zresztą, popatrzcie tylko, co się tutaj dzieje:


Zakończenie

Jestem szczęśliwa z myślą, że seria "Taide" ujrzała światło dzienne. Poświęcę na to dodatkowy zeszyt, bo po latach będzie mi się miło wracało do takich rzeczy. Tym bardziej, że są pełne kolorów!
Czuję się dobrze, mając przed sobą herbatkę, zeszyt, cienkopisy w różnych barwach, zeszyt i materiały do historii sztuki - jestem u siebie. Zawsze wolałam pisać na kartce niż na komputerze, ale mam wrażenie, że podczas tej pory roku, jest to jeszcze bardziej wyjątkowe. 
Jesieni, bądź dla nas sympatyczna! 

Takim moim pomysłem jest również dodawanie obrazów autorstwa fińskich/chińskich artystów, które wpadły mi ostatnio w oko. Nazwa zobowiązuje! Dziś chcę pokazać dwie prace Vernera Thomé.

Pozdrawiam ciepło,
Panda Fińsko-Chińska


Źródła 
Zdjęcia (w kolejności): Lascaux,  AltamiraWenus, Grzebień, Pas Informacje: Podręcznik "Sztuka i czas" Barbara Osińska, Wikipedia, "Życie świata. Dzieje i wydarzenia"

Wywiad: "Nie ma czasu na pozowanie, jest czas na działanie." | Fotografia



O kim dziś mowa? 

你好, moi, cześć!
Uwielbiam fotografię. Jestem jedną z tych osób, która mogłaby godzinami przeglądać zdjęcia czy to na Instagramie, czy na pintereście. Niejednokrotnie to one mnie inspirują do tworzenia, do działania, do pisania. Dlatego nie przesadzę, kiedy napiszę, że ciężko żyłoby mi się bez tego...i bez wyjątkowych fotografów dostarczających silnych doznań estetycznych.

Pierwszy wywiad poświęcony tejże tematyce został przeprowadzony z Kacprem, czyli osobą z moich okolic, której twórczość również podziwiam. Dziś chciałabym przedstawić niezwykle utalentowaną Paulinę wykonującą pełne wrażliwości, ciepła sesje. A one trafiają głęboko w moje serduszko. 
Bloga Fotohart poznałam jeszcze zanim założyłam Pandzie, a od tamtego czasu jestem częstym gościem jej strony, bo nie dość, że wpisy to wystawy przepięknych zdjęć, to dodatkowo obramowane są w wartościowe treści, m.in. "Warto wybrać się na profil fototechnika?" czy "Jak warto blogować?"

Poza tym, to właśnie dzięki Paulinie poznałam moją kolejną miłość fotograficzną, czyli Michała Brzegowego, o którym możecie przeczytać tutaj. I zdecydowanie obu tych artystów dzieli szczerość i emocjonalizm zdjęciowy. Dlatego chcę podkreślić to, jak bardzo cieszę się, że mogę przestawić tak zdolnego człowieka na Pandzi. 
Z wielkim bananem na twarzy zapraszam do przeczytania odpowiedzi Pauliny na kilka moich pytań. 享受!


W jaki sposób opisałabyś swoje zdjęcia? Co w nich najbardziej cenisz?

 Myślę, że przede wszystkim cenię w nich pewien luz. Każde z nich nie ma narzuconego schematu, nie podchodzę do każdej osoby tak samo. Jeśli jedna woli pozować - pozuje. Jeśli inna zaś woli zwyczajnie, bawić się kadrami - bawi się. Więc cenię w nich również indywidualne podejście do kadrów :)
 Jak opisałabym swoje zdjęcia? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, lecz na pewno mają w sobie cząstkę ciepła mieszaną z charakterem danej osoby, która znajduje się na zdjęciu :) Lubię nadawać również im lekkie przydymienie, by stworzyć swój klimat, który mi się podoba.

Jaki sprzęt zwykle zabierasz ze sobą na sesje?

Głównie mojego Canona 70d z dwoma obiektywami: 50 mm 1.8 oraz 85 mm 1.8 

 Czy masz w głowie sesje, która byłaby Twoim marzeniem jesiennym? Jak wyglądałaby? A może już zrealizowałaś taką?

Oj mam sporo! I co "najgorsze" - ostatnio przez nie nie mogłam spać :D Mam w planach sesje jesienne, które będą konkretne, krótkie, lecz z osobami, które znam i chcę stworzyć proste, ale z klimatem - kadry. Dla mnie najważniejszym czynnikiem jest to, aby z daną osobą się znać bądź wiedzieć jak obydwie współpracujemy ze sobą :) Jeszcze takiej wymarzonej - nie zrealizowałam, ale jest blisko, by to zrobić.

Jak najlepiej uchwycić miłość, tę chemię między zakochanymi? Takie wyzwania fotograficzne są dla Ciebie łatwiejsze niż z jedną modelką/modelem czy wręcz przeciwnie?

Szczerze? Ciągle się uczę, by tę miłość odpowiednio uchwycić. Nie jest to proste, gdyż każdy pewnie wolałby zostawiać uczucia dla siebie nawzajem. I będąc z fotografem na sesji nagle się trzeba otworzyć, by stworzyć piękną sesję, która nie będzie tylko ładnymi kadrami. Myślę, że z czasem nabiorę jeszcze większej pewności w fotografowaniu par. Kocham to uczucie, gdy odbierają zdjęcia i są szczęśliwi z takiej pamiątki, a ja że mogłam takie mocne uczucie zapisać w zdjęciach :) Dużo łatwiej mi się pracuje z jedną modelką. Łatwiej załapać kontakt, gdy jest się tylko we dwójkę. Lecz obydwa rodzaje sesji uwielbiam!

 Kto lub jakie miejsce jest najcięższe do sfotografowania według Ciebie?

Jeśli chodzi o kogoś, to na pewno tutaj wspomniałabym o osobach, które nie traktują zdjęć jako miłą pamiątkę czy coś ważnego, tylko jak zwykłe pstrykanie. Z takimi osobami tworzy się najgorzej. Co do miejsc - nie jestem mocną fanką miast, aczkolwiek też zależy których i o jakich porach. Dużo bardziej mnie ciągnie do wody, natury i gór!

 Książki/filmy związane w jakikolwiek sposób z fotografią, które możesz polecić? Albo poradnik, albo fabularyzowane, co Ci przyjdzie do głowy!

Jeśli chodzi o książki to o fotografii cyfrowej na pewno dużo mi dały - sprawy techniczne bardziej mi się rozjaśniły :D Lecz mam w zanadrzu by podczas zimniejszego sezonu znaleźć więcej super książek o fotografii, bo przyznam że nie wiele ich czytałam. Co do filmów polecam filmiki Michała Brzegowego, FotoBłysk, Dawid Skoczylas, Jessicę Kobeissi, Irene Rudnyk, JacekWPhoto :) 


Gdyby ktoś zlecił Ci spędzenie dwóch miesięcy w obcym kraju i fotografować go przez ten okres, którą nację wybrałabyś?

Pojechałabym, lecz tylko z bliskimi. Ciężko mi obecnie wyobrazić sobie opuszczenie kraju bez ukochanych osób. 


Ulubiona pora dnia/pora roku na zdjęcia?

Zdecydowanie jesień i zima. Jestem typową osobą, która dużo bardziej woli chłodniejsze klimaty i wyróżniające się pory roku :)

Po przeczytaniu "Profil Fototechnika - Tak czy nie" zastanawiam się, jakim Ty chciałabyś być nauczycielem? Jak marzyłoby Ci się, aby zaplanować zajęcia dla takich pierwszoklasistów, którzy mają w sobie dużo zapału do tworzenia? 

Przede wszystkim chciałabym na pewno bardziej nastawiona na praktykę niż teorię. Owszem, teoria to podstawa i nie obejdzie się bez niej, lecz chciałabym ją przedstawiać na większości przykładów niż tylko o niej mówić. Dodatkowo na pewno bym poruszyła również temat pracy jako samotnego fotografa, który prowadzi samodzielną firmę i jak się do tego zabrać od podstaw. Większość fotografów na rynku to wolni strzelcy i ogrom z nich, uczy się na własnym doświadczeniu. W tym również fotografowie z papierka, którym nie powiedziano jak zacząć, co zrobić by wyszło dobrze. I na pewno nie traktowałabym swoich uczniów jak rosnącą na ich oczach konkurencję. Szkoda, że czasami twórcy są dla siebie wilkami niż pomagają w dążeniu do celów. Jeśli chodzi o pierwszoklasistów to pozwalałabym im na lekcjach tworzyć sesje czy to w studiu, czy w plenerze, które będą ich takimi "muszę ją zrobić!". Gdy jest najwięcej zapału, trzeba to kreatywnie wykorzystać.

Które kwiaty są dla Ciebie najpiękniejszymi modelami?

Zdecydowanie białe róże bądź herbaciane, aczkolwiek ubóstwiam również konwalie, piwonie, lilie oraz magnolie czy też kwitnące wiśnie :)

Dlaczego akurat fotografia ślubna jest Twoim celem? Od razu samego początku przygody ze zdjęciami, wiedziałaś, że właśnie do tego chcesz brnąć?

Kiedyś fotografia ślubna totalnie mi nie podpadała, to mogę się przyznać. Cholernie się bałam, że przecież to ogromne wydarzenie! I w sumie - nadal za każdym razem mam stresa, ale takiego pomieszanego z przyjemnymi emocjami oraz ekscytacją. Jednocześnie też zawsze właśnie ten stres jest, czy aby na pewno podołam bo od początku poszłam na głęboką wodę - sama oraz bez lampy. Gdy realizowałam pierwszy cały reportaż, bardzo to polubiłam. Swobodę wykonywania tych wszystkich momentów. Nie ma czasu na pozowanie, jest czas na działanie. Wspaniale być niczym taki trochę duch, który dba o to, aby dany dzień zapamiętano jak najpiękniej. Ja od początku drogi z fotografią miałam w głowie, aby zostać ogólnie fotografem tylko portretowym, lecz z czasem wyszło inaczej i dążę do zostania fotografem ślubnym :) 

  I ostatnie, klasyczne pytanie, które zadałam poprzednikom: co doradziłabyś osobie zaczynającej swoją zabawę z fotografią? Czego ma się wystrzegać, unikać, a czym kierować?

Na pewno bym nie słuchała rad od osób, które robią zdjęcia tylko dla kasy. Drugie co bym doradziła to to, aby nie przestawać. A jeśli przyjdzie chwila zwątpienia to na chwilę przestać bądź robić to dla siebie. Fotografia wbrew pozorom może być świetna, ale ma swoje czarne strony. Trzeba być w tym wytrwałym i zawsze pamiętać, że to od nas zależy jak dane zdjęcie będzie wyglądać i z kim mamy okazję tworzyć :)


A na koniec

Jak zawsze chciałabym Wam bardzo gorąco podziękować za przeczytanie i mam nadzieję, że również poczuliście "to coś" w zdjęciach autorki Fotohart. Jestem przekonana, że ten wpis w dużym stopniu ubogacił Pandzie. W każdym razie na pewno mnie uszczęśliwił! 
A ten wywiad zawierałby wielką dziurę, gdybym nie podziękowała przede wszystkim Paulinie za to, że zgodziła się, że miała ochotę, że poświeciła czas i mogłam podzielić się moim jednym ze skarbów wśród blogów.
Na samiuteńki finał chciałabym jeszcze polecić kwiatowe sesje. 
Przesyłam dużo dobrej energii na ten tydzień!
Panda Fińsko-Chińska

"享受" (xiǎng shòu), które pojawiło się na początku, jest mandaryńskim odpowiednikiem angielskiego słowa "Enjoy!"

Źródła zdjęć: