Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki | Aleksandra Michta-Juntunen

"W wierzeniach Saamów, rdzennej ludności Laponii, zorze polarne były przedstawiane jako żywe twory zachowujące się podobnie do ludzi, potrafiące się złościć, śmiać, biegać i wykonywać inne znane ludziom czynności. Ale na zorze polarne też należało uważać, ponieważ, jak wierzono, potrafiły zaatakować, a nawet zabić za przewinienia, takie jak zbyt długie wpatrywanie się, śpiewy czy gwizdanie. (...) Wschodni Saamowie sądzili natomiast, że zorze polarne są duchami osób, które zginęły gwałtowną śmiercią w czasie wojny, a zorze przedstawiają ich krew." 
Dzień dobry, 早安, 
a dziś przede wszystkim: hyvää huomenta!

Wstęp

Mam milion książek, które przeczytałam w październiku czy listopadzie i chciałabym się nimi podzielić. Zaczniemy od tytułu związanego z wyjątkowym krajem. Szczególnie, że dziś przypada 102 rocznica odzyskania niepodległości przez Finlandię. Dlatego nie ma lepszej daty! 
Ja dowiedziałam się o premierze "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" jakoś w połowie sierpnia, kiedy to Wydawnictwo Poznańskie ogłosiło nadchodzący tytuł. Chyba nie muszę mówić, ile emocji to we mnie wywołało. Mam wrażenie, że w Polsce mało jest literatury związanej z Finlandią. Sama na swojej półce mam ich znikomą ilość, dlatego dosłownie odliczałam dni do premiery tejże książki. Tym bardziej, że co jak co, ale to wydawnictwo bardzo sobie cenię i rzeczy od nich są pięknie wydane. 
Przyszedł październik. Odebrałam swój egzemplarz dokładnie w dzień premiery i od razu rwałam karton, byleby dostać się do wyczekiwanej przeze mnie okładki. Wizualną stroną - byłam i jestem zachwycona. Samą przyjemnością jest jej trzymanie, a zdjęcia w środku są prześliczne. Nawet teraz, kartkując sobie książkę, jestem zakochana w ujęciach fińskich lasów czy reniferów. Co więc mogło pójść nie tak? 


O tym, co myślę 

Zacznijmy od samej autorki. Na odwrocie książki możemy przeczytać, że pani Aleksandra mieszka w Finlandii prawie 10 lat i prowadzi bloga Fińskie smaki. Jak sama napisała na blogu, uwielbia gotować, czytać o gotowaniu i oczywiście jeść. Zresztą w omawianym przeze mnie tytule możemy znaleźć prawie 30 strony poświęcone tylko i wyłączenie przepisom kulinarnym, a między innymi na Lohikeitto, czyli na zupę łososiową. 

Pamiętam, że zaczęłam ją czytać zaraz po odebraniu z księgarni. Stałam wtedy w poczekalni do lekarza i stwierdziłam, że nie wytrzymam zanim wrócę do domu i zaczęłam chłonąć pierwsze strony. Serce chciało mi wyjść z klatki piersiowej. Przysięgam, że tak było, bo miałam w końcu przed sobą coś, co marzyło mi się przez dwa miesiące, czego nie mogłam doczekać się najbardziej na świecie. Dodatkowo zafascynowała mnie szata graficzna. To, jak wyglądały podziały na rozdziały (nawet nie czuję, że rymuję) zafascynowało mnie, a wręcz wprowadziło w zimowy klimat.
Całe to około 15 minut czytania w poczekalni mogę w pamięci odtworzyć bardzo dobrze, bo za dużo wtedy siedziało we mnie emocji. W ogóle byłam w szoku, że udało mi się w tak niewielkim czasie przeczytać około 30 kartek, co w moim wykonaniu jest godne medalu. W ogóle, jeśli chodzi o czas w którym przeczytałam tę książkę, to szacuję na coś pomiędzy 2 a 3 godziny, a jeszcze raz podkreślę, że należę do osób czytających w wyjątkowo wolnym tempie.

Teraz będzie nieprzyjemnie, ale napiszę wprost. Czuję się trochę zawiedziona. Jak przez załóżmy 100 stron brnęłam z naprawdę wielkim zaciekawieniem, wychwalając autorkę w niebiosa, tak później coś mi zaczęło nie grać. Między innymi przez powtórzenia. Nie mam na myśli tutaj braku bogatego słownictwa czy czegoś takiego, ale nawijanie o jednym i tym samym, chociaż wiem, że brzmi to absurdalnie w przypadku tego typu literatury. I nie zrozumcie mnie źle, ja naprawdę wyniosłam dużo z tej lektury, ale mam wrażenie, że dałoby się ją napisać na znacznie mniejszej powierzchni, gdyby tylko wyrzucić to, o czym autorka wspominała wiele, wiele razy wcześniej. To jest dla mnie bolączka tej książki.

Bardzo gorzkie doświadczenia imigranta z Finlandii zostały opisane w wydanej w Polsce książce Jussiego Valtonena pt. Nie wiedzą, co czynią. Po wielu niepowodzeniach główny bohater dochodzi do smutnej konstatacji - "(...) Joe poznał przede wszystkim zasady gry obowiązujące w tym kraju: ma zawiesić życie na kołku, dopóki nie będzie mógł udawać urodzonego Fina".
Po tym, co wcześniej napisałam, ciężko jest mi się precyzyjnie odnieść do stylu pisania pani Aleksandry. Mimo wszystko, pomijając to, co wyskrobałam akapit wyżej, dobrze się to czyta, bo można z tego wynieść mnóstwo ciekawych rzeczy. Ja sama nie miałam pojęcia o sytuacji imigrantów w Finlandii, to, w jaki sposób są traktowani czy o prezentach dla noworodków, które są przyznawane przez rząd. W związku z tym, nie potrafię patrzeć źle na tę pozycję, chociaż ni mogę ukryć, iż momentami zasypiałam. 
Z drugiej strony wydaje mi się, że jeśli ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z poznawaniem Finlandii czy jedzie do tego kraju na wakacje, a guzik o nim wie, to jest to w porządku pozycja, dzięki której ktoś taki będzie czuł się bardziej “swojo” w państwie Muminków. Jednak dla osób siedzących już trochę w temacie, no to chyba nie do końca przejdzie, bo zwyczajnie w świecie zanudzą się.


Ale dobra! Muszę Wam napisać o tym, co mnie rozczuliło. Kiedyś wspominałam na blogu, że w Finlandii jest prawie 200 określeń na sam śnieg i pani Michta-Juntunen również wspomina o tym w swojej książce, ale ona wymienia konkretne nazwy z wytłumaczeniem, więc pozwólcie, że przedstawię Wam kilka z nich:

  • loska - błoto pośniegowe, bardzo mokry i brudny (szczególnie w miastach) śnieg
  • tykkilumi - sztuczny śnieg, np. na stokach narciarskich 
  • sohjo - śnieg mocno wymieszany z wodą 
  • hanki - gruba pokrywa śniegu z mocno zmrożoną górną warstwą 

i mnóstwo, mnóstwo innych określeń. Jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że kocha się język fiński jeszcze mocniej.

Co z tą Finlandią? 

Napiszę tak: cieszę się, że mam ją na półce. Wygląda przepięknie i idealnie pasuje obok “Historii Finlandii” Tadeusza Cieślaka, ale liczyłam na coś bardziej odkrywczego, wypełnionego anegdotkami prosto z Helsinek, Turku i innych miejscowości. Recenzowanie książek niefabularnych przychodzi mi raczej z większą łatwością niż fabularnych, ale w tym przypadku nadzwyczaj ciężko było mi się zmierzyć z omawianym tytułem. Mam do niej ambiwalentny stosunek, który wywołuje u mnie masę sprzecznych myśli.
Autorka niewątpliwie wprawiła mnie w przygnębienie, ponieważ zdałam sobie sprawę, że Finlandii w tym roku było w moich dniach naprawdę niewiele. Dlatego minuty spędzone na czytaniu o saunie, litrach przelanej kawy i nietypowym fińskim, jedzonku stanowiły przyjemność samą w sobie, nieważne, jak o tym napisano.
Chciałam wielkich, piękniejszych fajerwerek, a mam mocno przeciętną książkę z mnóstwem  ładnych zdjęć i przepisów, które powodują, że czułam się głodna. I jeszcze raz: mnóstwo ładnych zdjęć. No i przez tę lekturę chcę spróbować nietypowego smaku salmiakki (słona lukrecja) w trybie natychmiastowym!
Chyba tyle miałam w planach zawrzeć, więc pozostaje mi teraz tylko pożegnać się z Wami. Wszystkiego dobrego na mikołajki!


Trzymajcie się ciepło,
Panda Fińsko-Chińska

Komentarze

  1. Szkoda, że do końca zadowolona nie jesteś.. Ale przynajmniej mnóstwo pięknych zdjęć jest :)
    Kochana, dziękuję za umieszczenie mojego bloga w Kalendarzu, buziaki z łezką w oku!!

    OdpowiedzUsuń
  2. A no czasami tak bywa - serial/film/Książka czy cokolwiek innego nas nakręci,bo zapowiada się fajnie a tu nagle taka niemiła niespodzianka...
    Szkoda że książka Cię rozczarowała
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się, czy te powtórzenia tematyczne/fragmentów nie wynikają z tego, że autorka prowadzi bloga i być może jakieś części tekstów były wcześniej publikowane, po czym zostały wybrane i dodane do książki. Na blogu zasadniczo można pisać po kilka razy o tym samym - taki urok tego medium. Ale w książce ktoś powinien był dopilnować, aby czytelnik nie czuł, że czyta po raz setny o tym samym ;<

    I chyba niestety też taki urok książek, na które bardzo się czeka - albo okazują się super, albo wielkim rozczarowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykro mi kochana, że po tak wielkich nadziejach nastąpiło rozczarowanie, ale czasem tak się zdarza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Finlandia to nie jest popularny kierunek, chociaz mam wrażenie, ze fascynuje coraz wieksza liczbę osób

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja często czuję niedosyt po przeczytaniu książek, więc nie dziwi mnie Twoja opinia.Dobrze by było wyjechać do tego kraju na parę miesięcy aby zagłębić się w temacie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana Pando!
    Musze przyznać, że Finlandia śni mi się po nocach i to dosłownie. W ogóle Laponia,renifery i zorze polarne - jak ja to uwielbiam. Chciałabym tam kiedyś polecieć, odwiedzić św.Mikołaja ;) Szkoda, że książka nieco Cię rozczarowała. Mnie tez wiele razy różne książki rozczarowały ale potem sięgałam po kolejne i było już tylko lepiej :) Dobrze, że chociaż było w niej sporo zdjęć :) Można sobie pomarzyć patrząc na nie :) Wiele razy czekałam na książki z wielkim podekscytowaniem a jak już je kupiłam zazwyczaj były do niczego. Chociaż mam też takie co mogłabym czytać i czytać :D

    PS. Mam nadzieję, że kiedyś uda Ci się zobaczyć Finlandię na żywo :)

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zapomniałam jeszcze napisać, że dziękuję Ci za dodanie mojego bloga do Blogowego Kalendarza Adwentowego <3 Bardzo mi milutko Kochana <3

      Usuń
  8. Kochana Aniu,

    Wow nie miałam pojęcia, że śnieg ma aż tyle rodzajów nazewnictwa. U nas śnieg to śnieg. Choć muszę przyznać, że ma to swój urok i jakąś magię, że u nich występuje nie jeden ogólny śnieg, a kilka. Jestem oczarowana Twoim kocem, gdzie go kupiłaś? Zakochałam się w nim.

    Co do samej książki hmm.. to raczej nie moje klimaty. Szkoda, że i Ciebie rozczarowała ta pozycja, choć samo jej wydanie jest cudowne i warto mieć ją na swej półce choćby jako ,, ozdobę". No wiem troszkę chore, ale książki to też wspaniałe ozdoby, jak obraz, czy figurka i potrafią dodać uroku pokojowi.

    Do napisania kochana, pozdrawiam cieplutko,
    Papierowa Łowczyni/ Daria :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana nie przejmuj się, czasem tak bywa, że książka nas rozczarowuje i nie jest taka jaką chcielibyśmy ja widzieć. Taka magia powiedzenia, że książki nie ocenia się po okładce. Cóż Finlandia nie jest jakimś moim wielkim marzeniem, bo chyba wolę odrobinę cieplejsze klimaty. Niesamowite są te wszystkie określenia na śnieg.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasem niestety tak jest, że autor zaczyna dobrze, ale w trakcie pisania zaczyna się wypalać...szkoda. Finlandia jest mi obcym krajem. Jeszcze na niejedną książkę trafisz, która cię rozczaruje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. To ja jestem takim muminkowym laikiem, więc wyciągnęłabym wiele informacji dla siebie. No i tak cudna okładka... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja bym nawet i przeczytała:) i przeżyję te powtórzenia będę dzielna;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam pewną teorię dlaczego tak odebrałaś tę książkę. Ja mam dokładnie tak samo z kosmosem. Fascynuje mnie od najmłodszych lat, odkąd pamiętam wolałam oglądać programy popularno-naukowe o kosmosie zamiast bajki i przeczytałam wszystkie ksiązki na ten temat, jakie tylko znalazłam w oddziale naukowym mojej biblioteki. I kiedy na rynku ukazała się kolejna taka książka (pana de Grasse Tysona, będę ją wkrótce recenzować) też popędziłam po nią z wielkimi nadziejami. Lekturę skończyłam z uczuciem zawodu, bo z ksiązki nie dowiedziałam się niczego nowego, chociaż bardzo przyjemnie się ją czytało. I wtedy się zastanowiłam, i doszłam do wniosku, że mam na kocie już tyle ksiązek i programów dokumentalnych, ze nieskromnie mówiąc wiem już wszystko. Może i z Tobą tak jest - masz już taką wiedzę, że publikacje skierowane do tak zwanych mas nie są już dla Ciebie atrakcyjne i powinnaś zacząć szukać wiedzy w literaturze skierowanej do prawdziwych pasjonatów? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O samej Finlandii wiem nie wiele, więc myślę, że to będzie dobra lektura dla mnie.
    Co nie zmienia faktu, że jestem zafascynowana tym krajem, może kiedyś uda mi się tam wybyć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Podejrzewam że dla mnie jako laika ta książka byłaby bardzo zjadliwa, zwłaszcza że widzę piękne wydanie. Ale im dalej w las tym więcej drzew i doskonale rozumiem Cię w kwestii niedosytu. Może kiedyś autorka wyda coś w rodzaju "Finlandia dla zaawansowanych"?;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No cóż, może wypożyczę książkę dla ładnych zdjęć.. a najlepiej sama kiedyś pojadę do Finlandii :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tez duzo książek przeczytałam ostatnio i czytam kolejne. Najgorzej jest gdy książka mnie nudzi i nie wiem czy czytac dalej czy nie i czy akcja w książce się rozkręci :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Całkowicie rozumiem co czujesz, już też parę razy tak miałam. Spotykane często przy książkach informacyjnych, poradnikach znajduję dużo ciekawej, przydatnej treści, ale między nią pełno niepotrzebnych powtórzeń i napełniaczy. Niestety najprawdopodobniej autorzy czasem nie mają aż tak dużo do powiedzenia ale stwierdzają, że grubsza książka będzie ładniej się prezentować. tak więc idą w ruch fotografie (które akurat mogą być na plus i powtórzenia).
    Mimo wszystko nawet chętnie bym tę książkę przeczytała, z racji tego, że o Finlandii naprawdę niewiele wiem. Ostatnio stwierdziłam, że muszę się oswoić z kilkoma krajami do nowej książki, która mam w planach napisać. nie wszędzie jednak dane mi będzie pojechać, więc zapisuję sobie co ciekawsze tytuły, które pomogą mi poznać lepiej różne kultury.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla mnie ta pozycja brzmi ciekawie, bo jestem z tej grupy laików. Ale faktycznie, jak ktoś ma już pewną wiedzę, to zapewne zawiedzie sie tak jak Ty.
    A nie myślałaś o jakiejś literaturze anglojęzycznej? Zapewne znajdziesz więcej ciekawych pozycji na temat Finlandii.
    W ogóle jeśli znasz dobrze fiński, to szukaj też książek po fińsku.
    Polecam (także z własnego doświadczenia) nawiązać relację z Finami. Kto powie Ci więcej o kulturze fińskiej niż Finowie? Ja aktualnie piszę listy z 3 osobami z tego kraju oraz z wieloma innymi z innych zakątków świata i często dowiaduję się różnych ciekawostek na temat kultury w danym kraju.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

"Niech pan oczyści swój umysł. Niech pan będzie bezkształtny jak woda. Gdy wleje pan wodę do filiżanki, staje się filiżanką; gdy wleje ją pan do butelki, staje się butelką; gdy wleje ją pan do imbryka, staje się imbrykiem. Otóż woda może płynąć albo może niszczyć. Bądź jak woda, przyjacielu."